czwartek, 4 września 2014

Wciąż nie wyjeżdżam


Kiedy pewnego ranka znów wychodzimy z domu i jedziemy po jeżyny, przy furtce spotykam Tinę z wnuczkiem w wózku. Jak zwykle żartujemy, a Tina w skrócie opowiada o górskiej podróży. Ostatnie miesiące, odkąd sprzedali bar i przeszli na emeryturę spędzili w drodze. Pół Italii i jedną czwartą Europy objechali, szczęśliwi ciesząc się wreszcie wolnością i światem.
 - Ale na teraz wystarczy - podsumowuje Tina- przez najbliższy czas siedzimy w domu, więc najwyższa pora spotkać się przy stole. 
- Cudownie! 
- Jeszcze tylko przez dwa tygodnie mam wnuki u siebie, a potem jestem wolna.
- Nie ma pośpiechu, ja przecież nigdzie nie jadę.
- O masz! - Tina udaje załamanie. - Ty znów nie wyjeżdżasz? 
- No znowu nie! - odpowiadam z przytupem i obie się śmiejemy. 
- A zatem ja gotuję i widzimy się u nas. 
- A może u nas i ja gotuję? - proponuję grzecznie.
- Posłuchaj, ja wiem, że do uszu ci nie dorastam, ale postaram się! - Autoironia to znak rozpoznawczy Tiny i za to między innymi ją uwielbiam.
Machamy sobie na pożegnanie, a ja już cieszę się na jesienne wieczory przy stole, przynajmniej jakaś pociecha po mijającym lecie. 


A jeśli jestem przy lecie i porach roku to jeszcze dwa słowa. Wszyscy z kimkolwiek rozmawiam, załamują ręce i przyznają, że takiego roku, jak ten to od stuleci nie było. Zimą nie było zimy, wiosną prawdziwej toskańskiej wiosny, a latem lata. Zobaczymy co pani jesień ma dla nas. Póki co nawet wegetacja kpi sobie z rytmu natury, łąki ukwiecone jak w maju, glicine zakwitły drugim rzutem, a przy Cavallarze kwitną słoneczniki, jakby to był początek lipca. Tłumaczę sobie, że to wszystko po to, bym jak najlepiej ten mój pierwszy toskański rok zapamiętała. 

RITMO to znaczy RYTM (wym. ritmo)

1 komentarz:

Drukuj