piątek, 12 września 2014

Rzymskie panettone



Wakacje dobiegają końca. Nie udało mi się wyegzekwować od chłopców zakończenia pracy domowej w sierpniu, więc jeszcze teraz siedzę z Tomkiem i w wolnej chwili rozwiązujemy zagadki i testy z historii starożytnej Grecji, Egiptu, z klimatu, geografii Włoch, z botaniki i astronomii. Przyznam, że niektóre z zadań poważnie wykraczają poza moje kompetencje. Kiedy zatem ja odłączam się od teamu omnibusów, żeby przygotować spaghetti na kolację, stery przejmuje Mario. Uwijam się więc w moim kuchennym zakątku, a moich uszu dobiegają urocze strzępki naukowych dysput. 



- To jakie one są? Żyworodne?
.....
- Czym oddychają ssaki?
- Nosem!!
- No nie wygłupiaj się!! Płucami!!!
........
- Aaaa to skrzela!!
.....
- Zaczyna się na F kończy na A i S po drodze???? .... Fotosintesi (fotosynteza)!  

Potem przechodzą do geografii. Tomek biegnie po jedną z ulubionych książek "do oglądania". Pewnie większość z Was zna! Ci, którzy mają dzieci w szczególności. Mapy! Zaczynają studiować razem z Mario, a ja w dwóch słowach wyjaśniam co to za książka. 
- No to pokaż mi Italię! Zobaczymy jak ją tu przedstawiają.
- Wiesz jak się mówi Roma po polsku? - wychylam się z kuchni.
- No Roma, a jak inaczej? - odpowiada Mario.
- Nie Roma, tylko Rzym.
- eeee???
- Rzym!
- Zim.
- Nie zim! - Tomek już się zaśmiewa, kiedy ja instruuję Mario - Rzym!
- No przecież mówię! Zim!
.....
- Słuchaj, a ty wiesz jak po polsku będzie Italia? - już mi się buzia śmieje.
- Italia! No bo jak??? Może "Itali"? 
- Włochy!
Tu mina Mario bezcenna!
- eeeee!!!!!????
Pochylają się obydwaj z Tomkiem nad rysunkową mapą Italii vel Włoch. Studiują. Wymieniają uwagi.  
- Caterina, a co ten w turbanie na wielbłądzie ma wspólnego z Italią?
- Kto? - pochylam się i ja. - No proszę cię! Toż to Marco Polo!
- Aaaa no tak!
Mieszam dalej w moim garnku i słyszę: 
- No ale co ma panettone do Rzymu???? - dziwi się Mario.
Tomek okulary poprawia, nos do mapy zbliża - gdzie tam słynną bożonarodzeniową babkę koło Rzymu wcisnęli, jak nawet dziecko wie, że ona z Mediolanu. I ja rzucam kucharzenie, żeby zweryfikować potencjalny błąd. Patrzę, patrzę i co widzę?
- Litości!!! Tu jest napisane PANTEON! Panteon - panettone, może podobnie, ale różnica jednak jest - kpię w żywe oczy.  
Mario śmieje się w kułak sam z siebie, Tomek trzyma się za brzuch, a ja cap za aparat! - I właśnie tym sposobem zapewniłeś sobie jutro miejsce na moim blogu! - mówię z satysfakcją do Mario.
- Nieeee!! 
Cóż... jak widać z wiekiem wzrok się pogarsza:) 

PEGGIORARE - to znaczy POGORSZYĆ (wym. pedździorare)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj