czwartek, 25 września 2014

Opowieść z morałem z kanapką w roli głównej


Wczoraj byłam w krótkiej podróży, wszystko w obrębie cudownej Toskanii - to są takie plusy życia tu, bowiem mogę jeździć w te wszystkie cudowne miejsca pod byle pretekstami, a nie tylko "na wakacje". Oczywiście wczoraj to nie był "byle" pretekst, ale o samej podróży i przemiłym spotkaniu napiszę w najbliższych dniach, a dziś przewrotnie opowieść o końcu tej wyprawy. 


Wracałam z Montecatini do Florencji z ambitnym planem złapania natychmiast pociągu do Marradi, ten  niestety jak na złość odjechał punktualnie, więc przyszło mi czekać na kolejny niemal dwie godziny. Wizja ta nie przypadła mi do gustu. Gdybym nie była zmęczona, pewnie poszłabym na spacer po Florencji, ale że już mi się chciało do domu, to każda minuta stracona na czekaniu powodowała moją irytację. Postanowiłam więc, że złapię najbliższy pociąg do Borgo S. Lorenzo, skąd jak Bóg da, jakimś busem do domu się dotelepię, a w najgorszym wypadku poczekam na wspomniany wyżej pociąg. 
Głodna byłam w tej Florencji jak nie wiem co. Ależ do mnie krzyczały z lodówek te kolorowe kanapki, chrupkie, apetyczne, z mozzarellą, z prosciutto, z pomidorami i pizze w kawałeczkach i schiacciaty. Jednak ceny średnio 4 euro za sztukę, skuteczniej niż chrom mój głód i apetyt utemperowały. W nosie z wami bary dla turystów - pomyślałam, zjem kanapkę w Borgo. Wskoczyłam do pociągu i po 30 minutach wysiadłam na małej, cichej stacji. 

Pełna byłam nadziei, że może jakiś bus o tej porze kursuje, ale już panowie z dworcowej informacji prawie pozbawili mnie złudzeń. 
- Jest pociąg 18.22 z Florencji.
- Wiem! Ale ja właśnie chciałam dotrzeć do domu wcześniej.
- Musisz zapytać w barze "90", tam sprzedają bilety, więc pewnie coś wiedzą. 
- Gdzie to jest?
- W prawo, potem do końca w dół ulicą, przed rondem po prawej stronie. Chodź kawałek cię odprowadzę.
Dotarłam do rzeczonego baru i znów pełna nadziei pytam czy jest jakiś kurs do Marradi.

Barmanka popatrzyła na mnie z rezygnacją i zawołała w głąb sali: - Fabrizio jedzie coś teraz do Marradi?

- Oj, nie wiem, trzeba zobaczyć rozkład na przystanku.
- A przystanek gdzie?
- Tu zaraz, w lewo 100 metrów. 
Na przystanku umarła moja ostatnia nadzieja, ale za to ze śpiewem na "ustach", jak feniks z popiołów odrodził się mój głód. 
Nic to! - pomyślałam - wracam do baru, zjem jakąś kanapkę i z pokorą poczekam na swój pociąg.

- Buona sera. Kieliszek wina i kanapkę.
- Białego czy czerwonego?
- Czerwonego. 
- A kanapkę jaką?
- O taką. - pokazuję palcem na talerz ustawiony na barze, na którym leży świeżo pokrojony chleb z pikantnym toskańskim "salame".
- Aaaaa, te??? - uśmiecha się kelnerka podając mi kieliszek wina. - Jedz! Częstuj się!

No tak! Śmieję się w myślach do siebie, klasyczny popołudniowy aperitif. Zajadam z apetytem kanapkę i sięgam po drugą. Chleb jest świeżutki, skórka chrupiąca, salame intensywnie pikantne, a wino łagodne, swojskie.
- Chciałam zapłacić.
- 1,6 euro. (słownie: jeden euro sześćdziesiąt centów)
Moja mina bezcenna. Jaka dysproporcja pomiędzy kanapką za 4 euro we Florencji, a moim podwieczorkiem na małej stacyjce. Cudownie jest znać język, obyczaje, cudownie jest być "stąd"...
- Czy jest tu łazienka?
- Niestety nie. 
Ups ...:)      

Czemu o tym piszę? Żeby obalić mity - jak to jest drogo we Włoszech w porównaniu do Polski i też po to, byście pamiętali, że prawdziwe Włochy są poza szlakiem turystycznym. 

TRENO to znaczy POCIĄG (wym. treno)

7 komentarzy:

  1. Kasiu, przeczytałam cały Twój blog. Jestem pod jeszcze większym wrażeniem niż dotychczas. Dołączyłam do grona obserwatorów więc będę na bieżąco śledzić wpisy, pewnie przy porannej kawie i pączku :-) A tak swoja drogą ze swoimi nawykami świetnie wpisałabym się w klimat Włoch, poranki zaczynam na słodko, uwielbiam gotować, prowadzę dom otwarty i zawsze można u mnie coś smacznego zjeść, takie biesiadowanie bez pospiechu, na spokojnie z uśmiechem i życzliwością dla innych to jest to! Miłego dnia całej rodzinie życzę. Małgosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj zatem Małgosiu w Kamiennym Domu i rozgość się na dobre:)

      Usuń
  2. Bardzo dobre przesłanie, aby odkryć prawdziwe Włochy trzeba wyjechać z metropolii i zwiedzić małe miasteczko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie tak. My będąc w Toskanii też nie przepłacaliśmy za jedzenie, a wręcz przeciwnie.
    Wszyscy znajomi się do dzisiaj dziwią, bo przecież tam tak drogo, więc jak my to zrobiliśmy? ;-)
    Uściski! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Kasiu, Jestem Pani wierną czytelniczką, ale niestety nie mogę się zgodzić, że Włochy są dla nas tanie. Jeśli chodzi o jedzenie to jest tak jak Pani pisze oczywiście, jeśli chodzi o ceny benzyny plus opłaty za autostrady to są najdroższe w Europie ;-(. Odczułam to na własnej skórze, właśnie wróciłam z podróży samochodem po Sardynii, oczywiście podzielam opinie, że Włochy są piękne, Toskania w szczególności. Niestety tylko z autostrady podziwiałam widoki, które Pani ma teraz na co dzień. Zazdroszczę miejsca zamieszkania w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia dla Pani i dla chłopców w szczególności ;-) Magda C.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Co do benzyny i autostrady zgodzę się oczywiście, ale pozostale koszty wyrównały się z polskimi. To moje obserwacje z ostatniego pobytu w Pl, wiosną.

      Usuń
    2. Dokładnie ceny większości produktów w Polsce i Italii są na bardo zbliżonym poziomie - nawiasem mówiąc, niektóre możemy nawet kupić taniej niż w Polsce i nie zapominajmy również o jakości. No i tak już na marginesie to sposób traktowania klienta w sklepie też zdecydowanie inny - nikt nie każe mi wkładać zakupionych produktów do byle jakiej reklamówki. Większość sklepów ma swoje firmowe, najczęściej papierowe torby.
      Dlatego też czytając czasami opinie na temat - drożyzny w Italii zastanawiam się skąd się biorą te informacje. Pozdrawiam Kasiu :)
      P.S. Widzę, że chyba już coś notowałaś w notesie toskańskim
      Nicko Zaffon

      Usuń

Drukuj