środa, 17 września 2014

Szansa na Nobla



- Nobel! - udaje mi się wreszcie odgadnąć zagadkę Tomka. - To było naprawdę trudne!
- Mamusiu, a ty dostaniesz Nobla?
- Śmiem wątpić kochanie. Nobla nie dostaje się ot tak!
- Ale dlaczego nie dostaniesz?
- Ha! Musiałabym już być znaczącą pisarką, docenioną na arenie międzynarodowej. A ja nie jestem jeszcze w ogóle pisarką.
- Mhm.... - cisza. Tomek myśli. - A nie mogłabyś spróbować w innej dziedzinie?
- ???? 
- No nie wiem ... Może byś coś wynalazła? - Znów myśli. - Może latające buty?
- Nie wytrzymam z tobą - patrzę z czułością na moje dziecko i czuję jak mi samej od jego paplaniny rosną skrzydła. 
- Mamusiu, a w jakich dziedzinach przyznają Nobla?
- Ekonomii, medycyny, literatury, fizyki ... - wyliczam - słuchaj, a ty znasz polskich noblistów?
- Oczywiście! Reymont! Twój ulubiony pisarz! 
- Brawo! A inni? 
- No ten elektryk, co to go tak lubił twój tata. 
- Wałęsa. Pokojowa Nagroda Nobla. Ale z literatury? Wróćmy jeszcze do naszej ulubionej dziedziny.
- ..... nie wiem. To znaczy wiem, że ktoś był, ale nie pamiętam kto. 
- Sienkiewicz. Ten od Krzyżaków, pamiętasz?
- Aha! 
- Miłosz. Wiesz kto to Miłosz? - tu serwuję chłopcom pogadankę na temat współczesnej poezji polskiej. - I na koniec Szymborska. 
- Oooo o niej się uczyłem jeszcze w Polsce. 
- To bardzo dobrze. Ja uwielbiam Szymborską!

Takie mam duże dzieci. Duże i nie duże. Wybaczcie, ale czasem muszę egoistycznie dać upust zachwytom. Co ja bym bez nich zrobiła??? Nawet tu! W toskńskim raju. Te nasze dyskusje przy stole czy na spacerze są dla mnie bezcenne. Są źródłem radości i wzruszeń. Poza tym, kto inny spojrzy na mnie tak bezkrytycznie jak moi synowie? 


Ostatnio zostałam zapytana o to, jak zmienili się chłopcy przez to całe emigracyjne zamieszanie. Pierwsze co mi przychodzi do głowy to dojrzałość i samodzielność. Mimo, że czasem w żartach, ku radości obopólnej nazywam ich bobasami, to wiemy dobrze, że bobasami już dawno nie są. Mam w domu dwóch małych mężczyzn. Kiedy trzeba wsiadają na rower i jadą z plecakiem po zakupy do miasteczka i niczego nie mylą i niczego nie gubią. Są mi podporą, ostoją, wytchnieniem ... 
Dawno nie było postu "ku chwale...", nadrabiam więc gorliwie.  
Miłego środka tygodnia Wam życzę, a sama za chwilę zmykam na poszukiwanie prawdziwków w kasztanowym gaju.   

NAGRODA to po włosku PREMIO (wym premio)

2 komentarze:

  1. Kasiu, kolejny dzień zaczynam na czytaniu Twego bloga- na pewno przeczytam całość! Cudnie piszesz i cudne zdjęcia robisz. Od lat jestem zakochana w Toskanii, na pewno kiedyś tam pojadę, i strasznie się cieszę, że tu trafiłam. Uwielbiam gotować więc na pewno przetestuję podane przez Ciebie przepisy, a jeśli o przepisach mowa to bardzo Cię proszę podaj jakiś przepis na kasztany, pisałaś, o pieczonych w kominku -a ja bez kominka :-( ale takiego smaka mi narobiłaś, że koniecznie chciałabym spróbować, a i polente chyba dziś przetestuje wprawdzie bez dziczyzny tylko z wieprzowiną. Bardzo mi się u Ciebie podoba, to jak piszesz, jak odważna jesteś, jak realizujesz swoje marzenia, bez narzekania, z optymizmem. Moja historia jest trochę podobna. Też porzuciłam Warszawę dla małej miejscowości w krainie jezior, gdzie stanie mój dom, gdzie zakładam ogród gdzie z uśmiechem na ustach, pełna optymizmu realizuję marzenia. Bliscy są mi ludzie którzy do czegoś dążą, mają cel w życiu i bez utyskiwania go realizują, będę u Ciebie częstym gościem. Tymczasem czekam na przepis na kasztany, pozdrawiam Całą Twoją rodzinę i życzę miłego dnia. Małgosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za cieple słowa. Jęsli chodzi o kasztany - alternatywą dla pieczonych w kominku, mogę być pieczone w piekarniku (pamiętaj, żeby je wcześniej ponacinać, bo inaczej zaczną strzelać jak petardy) albo gotowane w wodzie z listkiem laurowym. Dla mnie też są genialnymnadzieniem do tortelli o bazą do wyjątkowych słodkości. W mojej kuchni już niebawem specjalne przepisy!

      Usuń

Drukuj