piątek, 5 września 2014

Na przekór pogodzie


Jeśli znów zacznę pisać o pogodzie, stanę się monotematyczna, ale nie sposób nie wspomnieć o niej ani słowem, jeśli pierwsze dni września fundują nam namiastkę listopada! I to naprawdę brzydkiego listopada. Tylko wszechobecna zieleń przypomina nam o tym, że to wszak kalendarzowe lato jeszcze. Dziś po kilku dniach wreszcie przestało padać! I to jest fantastyczna wiadomość! Jedynie na temperatury narzekać nie możemy, bo nawet wczoraj w deszczu, późnym wieczorem termometr pokazywał osiemnaście stopni.


Co by się jednak za oknem nie działo, na brak rozrywki nawet w takich warunkach nie możemy narzekać. Jakiś czas temu przy rozmowie o pizzy, bo jak już nie raz pisałam, Włosi o jedzeniu to mogą długo i namiętnie, padła propozycja, by Mario swoją pizzę zaprezentował na Cavallarze. Piec, który jest dumą Lorenzo, miał być przetestowany przez naszego pizzaiolo. We wstrętne czwartkowe popołudnie, zapakowaliśmy się w pośpiechu do samochodu i znów ruszyliśmy w wiadomym kierunku. Nie mogę nawet pisać tym razem o zachwytach nad krajobrazem, bo mgła i chmury były tak gęste, że przysłoniły cały kasztanowy świat. 


Już nawet nie będę się powtarzać i "enty" raz opisywać, kto, co i jak, niemniej o jednym kolejny raz muszę napisać. Celebracja jedzenia! To jest coś co chyba mają tylko Włosi. Pizza. Sama prostota, bo niby co w niej takiego szczególnego? Mąka, drożdże, kilka sekretów... Ale samo jej przygotowanie, zaangażowanie wszystkich zebranych i to ciasto, które tańczy w rękach, sprawiają, że wieczory z pizzą są zawsze niezwykłe. No dobrze! Wieczory z polentą, pastą, arrosto też są niebanalne! A u Lorenzo to w ogóle wystarczy kawałek chleba z oliwą i własnej produkcji prosciutto czy salamino ... Chodzi o to, że jak siadają wszyscy przy stole, to nad tym jedzeniem psalmy tworzą, opowiadają o daniach jakie jedli, o tym co dobre, co jak się przygotowuje, co robiła mama, babcia ... bez końca. Włosi potrafią docenić to co mają na talerzu i zachwycać się całym sercem. 
Myśl o tych wieczorach przy stole dodaje mi odwagi przed nadchodzącą jesienią, a jeśli będzie tak jak Bruno zapewnia, to barwnych smaków i radości nam nie zabraknie. 

 SEMPLICITÀ to znaczy PROSTOTA (wym. semplicita)




8 komentarzy:

  1. Poproszę przepis na taką Prawdziwą włoską pizze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też poproszę o przepis, koniecznie z dodatkiem "kilku sekretów" :))

    OdpowiedzUsuń
  3. ja równiez poprosze pszepis na pizze bo mój syn uwielbia. Pozdawiam i miłego dnia życzę

    OdpowiedzUsuń
  4. ja równiez poprosze przepis na pizze bo mój syn uwielbia:0 Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście:) Wkrótce znajdzie się w Kuchni!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja pociągnę temat pogody. Myślę, że klimat ogólnie wykręcił koziołka. Bo patrz: u nas od maja aż do końca lipca (z krótkimi przerwami) były upały, upały i upały. U Was lało. Potem my sierpień mieliśmy deszczowy i chłodny - Wy nareszcie mogliście się opalać. Teraz u Was chłodno i mokro - do nas zawitało najpiękniejsze babie lato i cieszy, zwłaszcza takich jak ja nordikowych zakręconych pieszych. Właśnie wróciłam z wyprawy do dalekich lasów, w oczach ciągle mam cuda, w głowie poezję, niestety żołądek zaczyna domagać się... pizzy! Coś muszę z tym zrobić

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam rowniez na przepis na prawdziwa wloska pizze ,a Twoj synek w kapeluszu wyglada przeslicznie pozdrawiam i milego dnia Alicja

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas zaczyna brakować tej celebry np .przy kolacji, pęd,pośpiech ,drożyzna,zmęczenie i ciągły brak czasu,oczywiście że nie wszędzie ale.. i tu na pewno padłoby że nie trzeba wiele żeby miło spędzić czas ale...Uwielbiam gotować i karmić , w tygodniu brak na to czasu(praca do pózna)sobota ,niedziela na swoim polu za miastem staram się mieć coś na ząb gdyby ktoś wpadł i bywa wspaniale tylko szkoda że tak rzadko.Kaska jeść mi się zachciało jak patrzę na pizzunie uch mniam idę coś połknąć :)))

    OdpowiedzUsuń

Drukuj