niedziela, 7 września 2014

Kozy na łące z muzyką w tle


Żeby opisać ten dzień powinnam zacząć od końca. 
Po kolacji siadamy do briscoli, włączamy telewizor, żeby stworzyć jakiś podkład dźwiękowy, a tu niespodzianka! Koncert Modà z lipca 2014 z San Siro! Paw mówi coś o tańcu, a ja kiedy słyszę muzykę dwa razy zapraszać mnie nie trzeba. Jest 23.00, przed barem jeszcze siedzą ludzie, a my tańczymy w salonie, przy otwartych drzwiach, jakbyśmy byli na sali balowej. Czegóż chcieć więcej na zakończenie udanego dnia? 


Kilka tygodni temu ktoś z Was poprosił mnie o trochę włoskiej muzyki, więc pomyślałam sobie, że to nie byłby zły pomysł, co jakiś czas podklejać muzykę do artykułów. To da obraz tego co lubię i odpowie na pytania czego słucham. A dziś grają mi w głowie i Modà, traf chciał, że nim usłyszałam koncert w tv, to wcześniej wracając z jeżynowych łowów, byłam w takiej euforii, emocje się we mnie rozgrzały do czerwoności, że aż uszy domagały się muzyki. Z opasłej walizy z cd wyłowiłam Viva i romantici ...


Co mnie tak porwało? Poruszyło? Nastroiło? Nic nadzwyczajnego ... Wróciliśmy na Gamberaldi, tak jak pisałam, po resztę naszych jeżyn. I znów do znudzenia - piękne kasztany, żółte ginestre, łaki albo wściekle zielone albo już spokojnie złote i kozy za moimi plecami! Stado jak z pocztówki, z kozłem dorodnym na uboczu, czujnym okiem doglądającym swoich podopiecznych. Trochę muszę przyznać to moją swobodę ograniczało,  miałam już wizję, że jego monstrualne rogi wbiją się w moje szanowne cztery litery, więc kiedy stado podeszło do mnie całkiem blisko, mniej pewnie się po te jeżyny schylałam, bardziej z przykucu, by nikogo nie kusić. Tak czy inaczej napatrzeć się nie mogłam. Kozy, łąka, jeżyny, kamienny kościół, wzgórza w oddali ... znów ktoś przedobrzył i upchnął za dużo na jednym obrazku.
- Mikołaj chodź tu z aparatem. - wołam.
- A nie zrobią mi nic złego? - pyta Mikołaj z powątpiewaniem.
- A co mają zrobić? Kozioł jest tam, ale tylko patrzy, a w razie czego będziemy uciekać. Zrób im zdjęcia, są takie ładne!

 

Do mojego dobrego nastroju przyczynił się też poranek, bo w całym moim ukochaniu ludzi, jest też we mnie silna potrzeba samotności. Samotność kontrolowana nie jest przecież niczym złym. Pozwala spojrzeć na pewne sprawy z dystansu, poukładać w głowie to i tamto, mogę wreszcie zebrać myśli i na spokojnie spisać je w Czerwonym Notesie. Kiedy więc Paw i chłopcy jadą po zapas wody, ja spacerowym krokiem idę do Marradi. Po zakupach wstępuję do baru i rozsiadam się przy okrągłym stoliku na placu. Cieszę się moją chwilą, moją krótką samotnością, obserwuję ludzi, życie i piszę ... 

SAMOTNOŚĆ to po włosku SOLITUDINE (wym. solitudine)

4 komentarze:

  1. Pięknie to Kasiu napisałaś :-) Z coraz większą niecierpliwością oczekują Twojej książki.
    Pozdrawiam i życzę spokojnej niedzieli :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja przylaczam sie do slow uznania dla Ciebie Kasiu,naprawde napisane pieknie,mam nadzieje ,ze Twoja ksiazke bede mogla kupic chociaz nie mieszkam w Polsce.Pozdrawiam i zycze milego dnia ,pozdrowienia dla twoich bliskich.Alicja

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie jakoś nie podoba się muzyka tworzona przez zespół Moda'... We Włoszech istnieje wielu bardziej utalentowanych artystów :)
    Pozdrawiam :)
    zrealizowacmarzenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu! Łąki cudne, kozy ok, jeżyny niestety ma we Włoszech znaleźliśmy ich mnóstwo ale były suche, pochłanialiśmy i tak. Cały czas robię też przetwory. Pozdrawiam Cię bardzo mocno.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj