sobota, 27 września 2014

Drobne radości i spotkanie w Montecatini


Dziś kilka słów o moich drobnych radościach, bo tydzień był ciężki, więc na koniec będę szukać pozytywów. 

Radość pierwsza, czyli "Italia za płotem".

Ludzie marzą o wakacjach w Toskanii, planują urlop rok na przód, wybierają miejsca, analizują przewodniki, a ja - tak jak już ostatnio wspomniałam - to wszystko mam pod nosem. Doceniam to każdego dnia i nacieszyć się nie mogę. To są takie moje "myśli - pocieszcze", którymi się otulam, kiedy mi źle. Żeby załatwić sprawy urzędowe - jadę do Rzymu, żeby znaleźć nowe produkty do mojego sklepu, włóczę się po kamiennych miasteczkach Mugello, pod byle pretekstem wpadam do Florencji. Przecież to są jedne z najbardziej pożądanych kierunków turystycznych, a dla mnie teraz na wyciągnięcie ręki!



Radość druga, czyli blogowe znajomości, które przechodzą do świata realnego.

Pisanie bloga, lekcje włoskiego na skype, sprawiły, że poznałam w wirtualnym świecie wiele wspaniałych osób. Osób ciekawych, życzliwych, wyjątkowych. I jest to dla mnie wielka przyjemność, kiedy dążycie do tego by, jeśli nadarza się okazja, poznać mnie osobiście. To są zawsze momenty bardzo wzruszające i wspominam je z radością. Kawa na moim tarasie, czy lody na placu w miasteczku i Wasz entuzjazm, pomieszany z uroczym onieśmieleniem, kiedy przechodziliście przez mój próg. Niezapomniane momenty...
Oczywiście zdarza się i tak, że to ja wsiadam w pociąg i jadę na spotkanie. Takim właśnie sposobem w minioną środę zawitałam do Montecatini. 


W dawnych czasach Montecatini było eleganckim kurortem bardzo chętnie odwiedzanym przez gwiazdy kina i inne znane osobistości. Przyjeżdżali tu: Clark Gable, Audrey Hepburn, Orson Welles, Giuseppe Verdi, Giacomo Puccini, Paul Cezanne, Richard Wagner, Christian Dior, Coco Chanel, Pelè, Garce Kelly. Dziś lata splendoru minęły, ale pamięć o tych osobistościach widoczna jest na każdym kroku. Na pamiątkę tamtych czasów chodnik Viale Verdi został "udekorowany" nazwiskami sław. 



Największą atrakcją i prawdziwym dziełem sztuki jest park zdrojowy. Wszystkie wymienione wyżej sławy przyjażdżały tutaj na różne kuracje, "do wód". Ja osobiście na teren parku nie wchodziłam, zdjęcia zrobione są z bramy, bowiem czas mojej wizyty był ograniczony, a powód podróży zupełnie inny. Zwiedzanie tylko przy okazji:)





Uwielbiam "skypowe" lekcje włoskiego. Za każdym razem są to przemiłe spotkania, a jest jeszcze milej kiedy można poznać się w realnym świecie i rozmawiać tak, jakby się znało od stu lat. Takie chwile uświadamiają mi ile radości w moje życie wnoszą nowo poznane osoby. Dziękuję.

REALTÀ  to znaczy RZECZYWISTOŚĆ (wym. realta)



2 komentarze:

  1. Miód na serce takie słowa, takie posty! Montecatini piękne i może w następnej kolejności uda nam się je odwiedzić. Trzeba się spieszyć z wojażami, bo życie ucieka zbyt szybko.
    Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wróciłam z dwutygodniowego pobytu w Toscanii i wcale Ci się nie dziwię, że z takim entuzjazmem opisujesz miejsce w który, żyjesz.Moje marzenie wreszcie się spełniło i mogłam na własne oczy zobaczyć piekne krajobrazy, pojeść dobrych rzeczy, poobcować z ludźmi.Nie chciało mi się wracać.Twojego bloga czytam od momentu kiedy bodajże na onecie pokazała się o nim informacja.Codziennie zaglądam i z radością witam każdy Twój wpis.Ela

    OdpowiedzUsuń

Drukuj