poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Ruszt wraca skąd przyszedł


Zakończył się turniej graticola'd'oro. Zwycięzcy wciąż ci sami - od kilku już lat nie do pobicia. Ostatni wieczór obfitował jeszcze w sportowe emcje. Na placu rozegrano finałowe konkurencje, dla dorosłych i dla dzieci - przeciąganie liny, sztafeta tradycyjna i sztafeta z przenoszeniem wody gąbkami, slalom par z puszką trzymaną między pupami i wyścig w segregacji śmieci. Trwało to wszystko do późnej nocy i niestety my do końca nie doczekaliśmy, dzieci były już zmęczone po swojej konkurencji.



O północy, kiedy księżyc świecił jak latarnia morska, wróciliśmy do domu. Nawet ja byłam padnięta, ale ponieważ wszem i wobec przypominano, że to noc świętego Lorenzo, czyli noc spadających gwiazd, przycupnęłam jeszcze na moment na tarasie w nadziei, że choć jedna spadnie dla mnie. Księżyc rzeczywiście był niezwykły, ale gwiazd spadających ani ani. Tak czy inaczej na wszelki wypadek swoje najskrytsze marzenia powierzyłam panu w pełni. Była już 01.00 kiedy kładłam się do łóżka, a wtedy na ulicy rozszalała się festa. Z góry na dół, w te i we wte jeździły samochody trąbiąc ile sił w klaksonach. Za oknami powiewały czerwone flagi. J'Um-Mare świętowało hucznie kolejne zwycięstwo. 




A dziś dla odmiany, żeby nudno nie było - fiera di San Lorenzo, a wieczorem wręczenie małej graticoli dla zwyciązcy wśród dzieci i dyskoteka na basenie.  

LUNA PIENA - to znaczy KSIĘŻYC W PEŁNI (wym. luna piena)   

3 komentarze:

  1. Na tych zdjęciach kosmiczne emocje widać. U dużych i małych zawodników. Super, pięknie i wspaniale. U nas księżyc też nie dawał spać. Ogromny!
    Pozdrawiam Asia op.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak szkoda, że tego wyścigu z puszkami nie widać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Super sprawa z tymi konkurencjami :)
    http://kobietazmarzeniami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Drukuj