niedziela, 24 sierpnia 2014

O dzwonach i włoskiej gramatyce.



Niby do końca wakacji jeszcze trzy tygodnie, ale już oddech szkoły czujemy na plecach. Trzeba podgonić z zadaniami domowymi, lepiej w te ostatnie dni mieć czas tylko na relaks i zabawę. Kiedy ja jestem zbyt zajęta, proszę Mario by wyręczył mnie w dozorowaniu chłopców, jeśli chodzi o materiał z języka włoskiego. Mieszam w garnku sos paprykowy, a jednym okiem śledzę jak dają sobie radę. Mikołaj cuduje i robi z siebie wariata, Tomek szczęśliwy, bo w bracie ma osobistego błazna. Zabawa jest przednia, ale z odrabianiem lekcji krucho. Muszę coraz pokrzykiwać, by towarzystwo wzięło się do pracy. Najbardziej w tym wszystkim zaangażowany wydaję się być Mario, który w głowę się drapie, brwi ściąga, brodę skubie i widać z daleka, że nad czymś poważnie się głowi. W końcu zaintrygowana, co też tam takiego trudnego w tym ćwiczeniu, zostawiam moje papryki i zaglądam w książkę.

- Słuchaj, bo ja nie rozumiem. - zaczyna Mario - Tu jest napisane, że trzeba wypisać słowa, które przychodzą ci do głowy z rodziny wyrazu CAMPANA. 

- No ale czego tu nie rozumieć? Na przykład campanile (dzwonnica), campanaro (dzwonnik) ecc...
- eee? Acha... aaaaa!!!! To o to chodzi!
- A jak ty to zrozumiałeś? 
- Oj widzisz! To ja pomyślałem natychmiast o DINO CAMPANA (poeta, miejscowa sława, patron szkoły, już na blogu pisałam o nim nie raz - rzeczywiście jego nazwisko to też CAMPANA), że o niego tu chodzi, tylko zachodziłem w głowę - skąd biedny dzieciak ma znać członków jego rodziny?!


Wybucham śmiechem. Mija chwila nim dochodzę do siebie. Tomek i Mikołaj ubaw mają setny, tarzają się po łóżku trzymając się za brzuchy, a Mario śmieje się sam z siebie, bo jak tu zachować powagę! Jest nieoceniony w kwestii pomocy językowej - tłumaczeniowej - akcentowej, ale że przygodę ze szkołą zakończył dawno temu, to wszelkie określenia gramatyczne i sformułowania jak powyżej nie są mu bliskie. 
Miało być o morzu, a jest o dzwonkach, bo to są takie małe smaczki, które każdego dnia bogato przyprawiają moje życie. Pełne są moje notesy takich opowieści... 

Słówko na dziś nie może być inne - CAMPANA - to oczywiście DZWON (wym. kampana) 

1 komentarz:

  1. haha - też ostatnio z córką przypominałam sobie (w sumie to jej) o rodzinie wyrazów - pech chciał, że był to LÓD - bez komentarza ;) Pozdrawiam - miłej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj