czwartek, 24 lipca 2014

Sycylisjkie klimaty w toskańskim zaciszu

23 lipca, wieczór, Biforco, z Czerwonego Notesu
 
Gdyby ktoś jutro przyszedł do mnie i powiedział, że mogę wybrać sobie jedno jedyne miejsce, które chciałabym odwiedzić, nie wahałabym się ani minuty. Byłaby to Sycylia. Nie żadne dalekie kraje, odległe kontynenty. Nie, nie! Na pierwszym miejscu będzie największy włoski region. Już wspominałam o tym nie raz, że podróż na południe to moje małe - wielkie marzenie. Widzę wyspę oczami wyobraźni, a opowieści znajomych odmalowały w mojej głowie jej szczegółowy, kolorowy obraz. Światło jedyne i wyjątkowe, którym zachwyca się Mario, kolor morza, za którym w zimowe miesiące tęskni Domenico czy klimat Catanii, o którym w środowe popołudnie opowiada mi Giusy, dziewczyna która pracuje w Mulino. Wszystko to sprawia, że Sycylia, której nigdy na oczy nie widziałam, jest mi tak bardzo bliska.

Pasje ludzi, ich historie zniewalają mnie, zatrzymują świat i zmuszają do słuchania, do chłonięcia wszystkimi zmysłami. Kiedy zatem usiadłam przy barze, a Giusy zaczęła snuć swą sycylijską opowieść czas się dla mnie zatrzymał, czarne chmury znad głowy przewiało. To są takie drobne momenty, kiedy inni, czasem nieznajomi zabierają mnie w podróż, w nieznany, niezwykły świat...

------------------------------
A potem było tak! Kiedy rano nanosiłam poprawki do powyższego artykułu, chciałam w międzyczasie ściągnąć zdjęcia z aparatu. Problem w tym, że aparatu nie było w żadnym z miejsc, gdzie go zwykle zostawiam. Poczułam jak podnosi mi się ciśnienie, bo natychmiast dotarło do mnie, że zostawiłam go wczoraj na miejskim basenie, kiedy to fotografowałam dzieci na próbie przed zawodami w pływaniu graticoli d'oro. Mój aparat! Moje trzecie dziecko! Aż mi się wyć chciało z rozpaczy. Tym bardziej, że wieczorem na basenie miała być impreza dyskotekowa. Pozostało mi tylko liczyć na odrobinę szczęścia i uczciwość innych. Jak widać czarne chmury, ołowiane, burzowe wiszą mi często nad głową, tak że tracę czujność i nawet o moim kochanym Nikonie zapominam, ale ... też i szczęście choć czasami mnie nie opuszcza. Wczoraj był beznadziejny dzień. Mogę tylko podziękować Giusy za sycylijskie słońce i Teresie za uczciwość i jeszcze kliku osobom za wysłuchanie.

APARAT FOTOGRAFICZNY to po włosku MACCHINA FOTOGRAFICA


16 komentarzy:

  1. Rozumiem, że aparat się znalazł? Pozdrawiam gorąco z Dolnego Śląska!
    Stała anonimowa czytelniczka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak tak! Znalazł się:) Rzeczywiście zamotałam trochę i jasno nie wytłmaczyłam. Cały i zdrowy czeka na mnie w przybasenowym barze!

    OdpowiedzUsuń
  3. nie ma to jak uczciwość ludzi... oj tak aparat jest jak trzecie dziecko :D czarne chmury a za chwile słoneczko i tęcza

    OdpowiedzUsuń
  4. Uff! Są takie przedmioty, które wcale nie chcą zmienić właściciela i robią wszystko, by nikt obcy ich nie zabrał ;-). Też takie posiadam na szczęście!
    Stała anonimowa czytelniczka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow !!! Jestem zachwycona tym co przeczytałam. W dzisiejszy deszczowy dzień, z nudów zaczęłam przeglądać informacje w Internecie i natrafiłam całkiem przypadkiem natrafiłam artykuł o Pani i Pani blogu. I całe szczęście, bo bardzo mi się spodobał. Coraz częściej będę tu zaglądać :))

    OdpowiedzUsuń
  6. To pani blog jest dla nas ktorzy go czytaja fantastyczna podroza w nieznany I niezwykly swiat !Dzieki temu mozemy poczuc ten klimat I dla nas rowniez swiat choc na chwilke jest sie w stanie zatrzymac .Rowniez bede tu zagladac !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. To wszystko przez ten deszcz :-). Bardzo się cieszę,że tu trafiłam. Na pewno marzenie o Sycylii Ci się spełni.Widać,że masz farta dziewczyno jak mało kto. Pozdrawiam deszczowo .

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pani Kasiu! Ma Pani racje, jest wiele pokrewnych dusz...ja tez do nich naleze.Jak dobrze, ze przeczytalam Pani bloga.Wczoraj mialam taki "deszczowy humor" i zagladnelam do moich albumow z lat 90-tych.Bywalam wtedy kilka razy na Lazurowym Wybrzezu w przecudownym malym hoteliku.Zakochalam sie w tym miejscu! Choc minelo ponad 20 lat ja ciagle mysle o tym hoteliku i okolicy.Czytajac Pani blog, zaluje ze nie mialam na tyle odwagi i nie zostalam tam wtedy.Mialam 18,19 lat moze dlatego...Teraz siedze i o wszystkim opowiadam mezowi.Moze jeszcze nie jest za pozno? Tym bardziej, ze w naszym kraju nie mamy ochoty juz sie szarpac i zastanawiac, czy kupic dziecku buty oryginalne, czy jednak tzw.podrobki itd.itp.Dala mi Pani do myslenia...Dziekuje! I bardzo serdecznie pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozdrawiam,bardzo przyjemnie czyta się Pani bloga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam Pani Kasiu! Pierwszy raz próbuję coś napisać na blogu i nie wiem czy mi to wyjdzie :) Czytam Pani bloga...i tak jakbym czytał swoje myśli...to niesamowite! Trzymam kciuki za Was! Bardzo dobra i odważna decyzja życiowa. Jesteśmy z żoną zakochani w tym kraju i ludziach w nim mieszkających...od pierwszego zetknięcia się z nim :) Bardzo nam zależy na utrzymaniu z Panią kontaktu. Czy zna Pani jakieś miejsce w Biforco gdzie moglibyśmy się zatrzymać na kilka dni z dwójka dzieci? Pozdrawiam Marcin z Gdańska

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawe, bo na Sycylii spedzilem tydzien na przelomie maja i czerwca.
    Jako tako zostalismy w Trapani, ale troszke pojezdzilismy, takze i Palermo i chocby Corleone udalo sie zobaczyc.
    Przyznam bez ogrodek - nic mnie tam nie zachwycilo.
    Chcialem zobaczyc i sie przekonac, na pewno nie jest to miejsce w ktore bede chcial kiedykolwiek wrocic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy pierwszy raz pojechałam do Florencji podziwiałam architekturę widoki, ale nic za serce mnie nie chwyciło. Dopiero naladowanie glowy historiami innych sprawilo, że pokochalam to miasto naprawdę. Poznałam historie z życia, interesujące, intrygujące...Myślę, że podobnie może być z każdym innym miejscem. Sycylia to dla mnie coś więcej niż kolejny wycieczkowy punkt do zaliczenia. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  13. Za wszystkie mile słowa bardzo dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratuluje decyzji i odwagi.
    My bylismy juz 7 razy i ,,dojrzewamy,,
    Jak znajdziemy sie w okolicy to chetnie sie spotkamy.
    Pozdrawiam,
    Joanna

    OdpowiedzUsuń

Drukuj