środa, 16 lipca 2014

Przed turniejem


Zawsze czytacie tu same pochwały na temat Italii, bogato lukrowane psalmy i peany, to dziś dla równowagi będzie odrobina krytyki. Staram się być obiektywną, dlatego też napiszę o moim drobnym zawodzie. Już za kilka dni startuje Graticola d'oro. Dla tych, którzy od niedawna czytają bloga tu kilka słów wyjaśnienia. Mieszkając w Lutirano występowaliśmy zawsze w barwach Vilanzedy i nie mogłam się doczekać tegorocznego turnieju, kiedy to już staliśmy się pełnoprawnymi mieszkańcami i mogliśmy występować w swoich kolorach - na czerwono - niebiesko. Byłam zaskoczona dlaczego jeszcze na moim płocie nie wiszą żadne flagi w tych barwach, podczas gdy pozostałe rejony są już bogato udekorowane. Aż w końcu pojawił się komunikat na fejsbuku, że wzywa się Biforco do podjęcia jakiś działań, bowiem dzielnica wciąż do konkursu nie została zgłoszona, a jej szef nie jest wybrany. Pod komunikatem wybuchła dyskusja - że jak to, że co z dziećmi z Biforco, że jak mogą nie mieć swojej graticoli? Inni pisali, że teraz to już za późno, bo przecież są konkurencje, które wymagają przygotowania. Pobiec w scarpinacie może każdy, ale już zaprezentować jakiś talent to nie takie hop siup. W końcu wyglądało na to, że rzeczywiście w tym roku turniej odbędzie się bez Biforco. Na fejsbuku pytano mnie czy w związku z tym zechcemy dołączyć do Vilanzedy, tak jak w poprzednim roku. Oczywiście się zgodziliśmy, ale jednak z bólem serca, bo to co innego, niż wtedy kiedy mieszkaliśmy w Casaluccio. Jak widać różnie działa organizacja we Włoszech, nie zawsze na medal.
Ale na szczęście finał całego zamieszania jest mimo wszystko pozytywny. Prawie pozytywny. Dziś rano, po otwarciu komputera przywitała mnie wiadomość, że Biforco do graticoli dołączyło, jedna osoba zgłosiła się i zaoferowała dzieciaki do boju poprowadzić. No właśnie... tu jest to co mnie boli - w barwach Biforco wystąpią tylko dzieciaki. Oczywiście cieszę się z samego faktu, że jest ktoś, kto weźmie wszystko w swoje ręce, że Biforco będzie obecne... ale też trochę mi szkoda, że ja się w przedziale wiekowym nie mieszczę. No cóż, teraz już wiem jak to działa od strony formalno - organizacyjnej, może w przyszłym roku sama pokuszę się, żeby stanąć na czele... 


Dekoracje Biforco do graticoli d'oro 2 lata temu

SZEF to po włosku CAPO

1 komentarz:

  1. Gdy mi smutno, gdy mi źle... Czytam Twojego bloga... i też marzę... Wiedz, że bardzo mi pomagasz swoimi postami, podnosisz na duchu :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj