niedziela, 27 lipca 2014

I pada i pada i pada...

Dziś jeden z bardziej wyczekiwanych przez nas dni maradyjskich - dzień scarpinaty. Z drżeniem patrzę w niebo szaro-bure, na chmury co ołowiem kładą się na zielonych wzgórzach, na termometr, który kpi sobie z lipca. I co będzie z naszą tegoroczną scarpinatą? Przełożą - nie przełożą? Wypatruję jakichkolwiek wiadomości, w nadziei, że jednak impreza zostanie przełożona, nawet jeśli całkiem przypadkiem mamy piękne parasole w kolorach dzielnicowych. 

Już od kilku ładnych lat możemy śledzić lato maradyjskie, ale to, co w tym roku wyprawia pogoda, nie mieści się w żadnych ramach, już nawet słowo anomalia przestaje być adekwatne. Słonecznikom brak słońca, dyndają zdechłe, nasiąknięte jak gąbki, a pomidorom liście czernieją od nadmiaru wody. 




Znajomi pytają z przejęciem czy u mnie wszystko w porządku - znajomi maradyjscy - dla jasności. Że ja tak słońce kocham, to jak ja znoszę takie kaprysy lipcowe, z pewnością cierpię podwójnie, bardziej niż sami Włosi. Ani się ogrzać, ani poopalać, szczerze przejęci, być może martwią się, że taka pogoda może mnie wystraszyć i zechcę Marradi porzucić. 
A ja znów nieobiektywnie muszę przyznać, że ja to MOJE MIEJSCE kocham miłością tak szaloną, absolutną, że nawet lato, podłe deszczowe nie jest w stanie moich uczuć ostudzić. Może zaraz nadejdzie gorący sierpień, może i wrzesień będzie upalny, może w październiku będzie można jeszcze jeść kolację na dworze... ? Któż to wie...

Tak czy inaczej jedno muszę przyznać - wzgórza opierzone chmurami wyglądają bajkowo i nawet jeśli bardziej niż toskański lipiec przypominają wrześniowe Bieszczady, to nie można ich nie podziwiać. Widać tylko przydymione zarysy ponad czerownymi dachami, giną w gętych chmurach, po czym znow wyżej się wynurzają. Niesamowity spektakl natury, na żywo, przed moim domem...




Na przekór wszystkiemu - słonecznej niedzieli Wam życzę. OŁÓW to po włosku PIOMBO

12 komentarzy:

  1. Twój blog odkryłam wczoraj i będę u Ciebie stałym gościem. Kocham Włochy, mam tam część rodziny, ale na Północy. A mi się marzy Toskania :)))) Pięknie wyglądają te góry we mgle :) Pozdrawiam Cię serdecznie :) Magda

    OdpowiedzUsuń
  2. Lato gorące i słoneczne mieszka kolejny raz w Beskidzie Niskim:) W zeszłym roku ponad 3 miesiące nie było deszczu.
    W tym roku raz padało porządnie, a słoneczko świeci i grzeje jak głupie już trzeci miesiąc.Nawet zrezygnowaliśmy z wyjazdów wakacyjnych bo Afrykę,Egipt itp..mamy na miejscu.
    Życzę słoneczka ! - e-merytka z Beskidu Niskiego

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam:), na Pani bloga wpadłam przez przypadek,ponieważ sama też prowadzę bloga i powiem szczerze,że bardzo Pani zazdroszczę tego pięknego miejsca i tych życzliwych ludzi,z pozytywną energią:),których w Polsce coraz mniej,niestety
    :(.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. ...i zagościłam u Ciebie. W czasie kiedy zaczęłam uczyć się włoskiego natknęłam się na Twojego bloga i wiem, że już tu zostanę. Niech słoneczko Wam zaświeci. Ola

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyżby rzeczywiście nastąpiła jakaś zmiana klimatu? W maju byłam w Toskanii trochę poniżej Florencji i zmarzłam niemiłosiernie bo u nas było bardzo ciepło i nie byłam przygotowana na chłody. I Lipiec też zaskakuje? A u nas prawdziwie toskańskie upały. Tylko krajobrazy inne . No i przydałby się koniecznie taki domek z kamienia na ten skwar.Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczne widoki :)))) Zapraszam na mojego bloga http://kobietazmarzeniami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć Kasiu, aż mi się nie chce wierzyć,że u Ciebie pada, u nas takie upały. Zazwyczaj bywało odwrotnie w lipcu. Mam nadzieję, że wkrótce w Toskanii zawita słońce. Pisałam już Kasieńko,że upiekłam Twoje ciasteczka z ricottą oraz torta di mele e mascarpone i muszę się przyznać,że ostatni kawałek wyrywaliśmy sobie z mężem -takie to było dobre, a jutro mam zamiar zabrać się za tortelini z ricottą i szpinakiem. Uwielbiam włoską kuchnię, a Twoje przepisy Kasiu są super. Mam nadzieję, że jeszcze masz dużo przepisów w zanadrzu. Kasiu życzę Ci dużo, dużo słońca, w Polsce jest wyjątkowo upalne lato, a ja kocham taką pogodę. Pozdrawiam z upalnego Wrocławia. Ella.

    OdpowiedzUsuń
  8. Padało z samego rana, ale wybraliśmy się na małą wycieczkę, raptem po drugiej stronie wzgórz i znaleźliśmy upalne lato. O tym już jutro:) Porcja klasycznej Toskanii. Faktem jednak jest to, że drugi już raz w naszej historii tak kiepski lipiec. Na szczęście nie jest zimno, tylko te chmury i deszcz... Żeby to się choć na grzyby przelożyło! Tak czy inaczej jutro już ma być NORMALNIE:) Letnio toskańsko! I cieszę się, że u Was pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja chciałabym zobaczyc czerwony notes ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go widzę, ale nie dotykam:))

      Usuń
  10. no cudnie pomimo brzydkiej pogody ciekawy był dzień... a w Polsce przynajmniej w moim mieście upały jak w Toskanii :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawa strona ,chyba tu bede wracac ponownie jako ze lubie Toskanie,Ciagle mi stoi w oczach film Pod Toskanskim niebem,ktory nota bene ma polskie konekcje przez polkich aktorow,wystepujacych w nim,A wogole to podziwiam ludzi ktorzy nie boja sie ryzykowac I startowac w nowych miejscach,poza Polska,Sama czegos takiego doswiadczylam dawno temu I nie zaluje tego kroku,Jak to mowia do odwaznych swiat nalezy,Pozdrawiam z innego konca swiata tez urokliwego,
    Barbara

    OdpowiedzUsuń

Drukuj