piątek, 4 lipca 2014

Czwartkowa tradycja


Ruszyły wyczekiwane zwłaszcza przez dzieci czwartkowe mercatino. I choć tak jak myślałam straganów była garstka, to niemal całe Marradi stawiło się wieczorem na placu, gdzie przygrywała orkiestra. Tak jak zawsze całe rodziny, grupy przyjaciół wędrowały w górę i w dół, potem jeszcze raz w górę i znowu w dół i tak przez cały wieczór, przystając co jakiś czas, rozmawiając, pozdrawiając się. Każdego roku przybywają w otaczającym mnie tłumie znajomych twarzy. Nawet dzieci mają teraz swoje towarzystwo, biegają między straganami, chowają się w ciemnych zakamarkach, zwiedzają stragany i wypatrują co tu kupić za uskładane zaskórniaki. 
Poza znajomymi twarzami, których teraz więcej niż nieznajomych, cieszy mnie też inna zmiana. Na pierwszych mercatino chłopcy spacerowali trzymając mnie kurczowo za rękę, żeby tylko się nie zgubić. Na kolejnych już odrywali się od spódnicy i sami zaglądali co też na straganach można znaleźć. Minęło kilka lat, potem pierwszy rok w Toskanii i teraz wpadając na plac, to oni informują mnie, że gdzieś tu się będę kręcić i... tyle ich widzieli. Od czasu do czasu gdzieś przemykają ze swoim towarzystwem, a ja wreszcie mam czas, by porozmawiać spokojnie, usiąść czy napić się czegoś w barze. Takie zmiany to ja lubię. 
W czasie wczorajszego mercatino miałam też okazję poznać nowe osoby i spróbować maradyjskiego piwa ale o tym już innym razem. 

GIOVEDI to znaczy CZWARTEK


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj