poniedziałek, 28 lipca 2014

Bez rezerwacji, czyli kanapka z widokiem na Florencję


Z Czerwonego Notesu 27 lipca 2014, via Faentina (Caldine)

Ostatnia niedziela lipca. Nad Marradi wiszą chmury. Termometr z trudem wspina się do 22 stopni. Scarpinata przełożona jest na następny tydzień. Po niegasnących sporach, dywagacjach i tym podobnych, wszyscy przystają na moją propozycję. Jedziemy do Fiesole. Pakujemy do samochodu koszyk z prowiantem, aparat fotograficzny i parasole, bo Paw wciąż obstaje przy swoim, że będzie lało.

Już po drugiej stronie gór wita nas letni lazur nieba, termometr pokazuje 27 stopni, a ja z bólem patrzę na moją czarną, długą sukienkę. No i masz babo placek, zestroiłam się jak szczur na otwarcie kanału! Im bliżej Florencji tym piękniej i goręcej. Ani śladu listopada, który królował o poranku w Marradi. Cykady brzęczą w uszach, jak przystało na środek toskańskiego lata. Paw jeszcze próbuje kręcić nosem. 
- Ty jesteś pewna, że to droga do Fiesole? - na deszcz się nie zanosi, to może choć drogę pomylę. Co za malkontent;)
- Jedź nie pytaj - odpowiadam po raz piąty.

Dopiero kiedy zza kolejnego zakrętu wyłania się zjawiskowa, choć dobrze wszystkim znana panorama Florencji i w samochodzie rozlega się zbiorowe "łaaał", zaczynają się sypać słowa uznania - te Fiesole to był BARDZO DOBRY POMYSŁ.

- Patrz mamusiu! Jakaś restauracja - ekscytuje się Mikołaj.
- Kochanie, my swoją restaurację mamy w bagażniku - odpowiadam dumnie.
Po kilku kilometrach wypatruję doskonałe miejsce na przystanek. Ławeczki, murek, który spełnia rolę stolika i widok ... Czy można go nie pokochać??




Drży mi wszystko w środku, znowu motyl telepie się w przelyku kiedy patrzę na stolicę Toskanii, w centrum której pręży się dumnie Duomo. Nie wiem czy kiedyś nadejdzie taki czas, że będę mogła patrzeć na to bez wzruszeń, obojętnie. 
Mamy tylko butelkę wina, chleb, pomidory, kawałek sera, baleron i salceson włoski, ale uczta zdaje się być królewska. Z takim widokiem przed oczami już sam chleb i wino wystarczą!



Po dłuższym przystanku jedziemy dalej w górę do centrum miasteczka. Jak zwykle oddalamy się od głównego placu i włóczymy odludnymi uliczkami. Urokliwe, klimatyczne Fiesole... taka włoskość w pigułce.
- Wyobrażasz sobie - mówi nasz przyjaciel, kiedy mijamy jedną z niesamowitych posiadłości - chyba nie byłoby źle tutaj mieszkać!
- Ha! - puszczam wodze fantazji - otwierasz rankiem oczy i wita cię taki krajobraz. 
- Tu to już potrzeba wygranej w superenalotto - dodaje pragmatycznie Paw. - To co już domu w Marradi nie chcesz?
- Ależ tak! Jeden w Marradi, jeden w Fiesole...





Idziemy dalej, góra i dół, kwiaty, palmy, etruskie mury, zachwyty niegasnące i śmiechu do utraty tchu, bo humory wszystkim teraz dopisują, a do tego przerzucamy się kwestiami z pewnego filmu.
- Podobało ci się?
- Bardzo, bardzo mi się podobało. A tobie? 
- Mi też się podobało, bardzo mi się podobało.

Docieramy na główny plac. Jeszcze kilka zdjęć, kawa i ruszamy do domu. Jest piękne toskańskie popołudnie. Jedno z tych kiedy czas mógłby się zatrzymać...


- To był naprawdę dobry pomysł te Fiesole - powtarza po raz kolejny Paw kiedy wracamy do domu.

RIPETERE - to znaczy POWTARZAĆ

  


18 komentarzy:

  1. Pięknie!
    A sukienka nie taka znów czarna, śliczna:)Pięknie wyglądasz Kasiu!

    OdpowiedzUsuń
  2. wow... ale cudnie :) zazdraszczam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za cudownego bloga który znalazłam przez czysty przypadek ( szukając przepisu na foccacie :))
    teraz codziennie mogę być w mojej ukochanej Toskanii i poznawać włoskie zwyczaje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zatęskniłam. Chyba ciężko mi się będzie pozbierać do końca dnia. Dobrze ,że wzięłam się za sprzątanie piwnicy co mi trochę myśli odciągnie. Pewnie za to będę dziś zasypiać z tymi obrazkami z Twoich zdjęć. Piękną niedzielę mieliście a sukienka wcale znowu nie taka czarna :-).Popatrz Kasia jakie te języki są podobne:ripetere i repeta i repeat

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, ale tam przepięknie i zielono! Co to za zielone owoce w Twoich rękach?
    Pozdrawiam :)
    zrealizowacmarzenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiękne krajobrazy, aż dech zapiera...
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam i się wpraszam! Onet reklamował, ale tamtego dnia tylko zerknęłam i zapisałam w ulubionych. Anomalie pogodowe? Słońce od Was przeniosło się do nas. Co niekoniecznie dobre jest dla mnie. Niedawno upał byłby zaproszeniem do ruszenia przed siebie. Niestety - okazało się, że mam bardzo chore serce i ono zmusza mnie do melinowała się w pokoju od północy. Pokończyły mi się lektury – na szczęście też jestem nawiedzoną czytelniczką. Bo co bez tej pasji? Tyle że „Miasto ryb” Babiny zamknięte na ostatniej stronie, więc ja, ciągle nienasycona, zajrzałam do „słoneczka” w laptopie. I utknęłam na dobre. Dałam się wciągnąć w wirtualną podróż. Realizuję marzenia, które też są wirtualne. Ale to marzenia i dobrze że są, dobrze że dzięki Tobie mogę ruszyć w podróż. Czytam od deski do deski, wchodzę w środek fotografii, w centrum całego tam piękna przyrody, architektury, przyjaźni, miłości. Prawie czuję zapachy i smaki. Nie wiem? Od jutra zacznę w kuchni eksperymentować z czymś typowo włoskim?
    Dokumentujesz tu swoje największe miłości i robisz to pięknie. Nawet mnie(!) zaraziłaś nowymi marzeniami i proszę – rób to dalej! Dziękuję Ci za tę niedzielę i kawałek dzisiaj. Ten czas spędziłam nie kisząc się w domu. Ja dzięki Tobie wędrowałam po wzgórzach Toskanii, chlapałam się w zakolu rzeki, zrywałam jeżyny – pal sześć jakieś kolce. Proszę o więcej takich wędrówek. Życzę Wam szczęścia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana Kasiu, Twój blok jak część z nas tu komentujących odnalazłam po artykule w onecie. Przez weekend pochłonęłam go całego. Jest cudowny, radosny i dający wiarę innym, że marzenia mogą się spełnić. Do pewnego momentu, to czytałam go tak jakbym sama go pisała, o miłości do Włoch, o corocznych pobytach w tym cudnych kraju, o marzeniach zamieszkania we Włoszech. Na tym niestety skończyły się podobieństwa. Kasiu jeśli istnieje zdrowa zazdrość ta dobra to ja bardzo ale to bardzo ci zazdroszczę i życzę wytrwałości w dążeniu do własnego kamiennego domu, do codziennej radości jaką sprawiają ci chłopcy i wszystkiego o czym tylko zamarzysz bo na to zasługujesz. Oby mi się kiedyś moje marzenia spełniły, a póki co od dzisiaj co rano włączam komputer, wciskam zakładkę i czekam na Twoje nowe wpisy. Pozdrawiam całą Twoją rodzinę i znajomych

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach, bajeczne Firenze! Jedyne co w nim przeszkadza to chmara głośnych, amerykańskich studentów, którzy po włosku potrafią powiedzieć jedynie "ciao"...Zdecydowanie bardziej wolę te małe, klimatyczne miasteczka :) Miesiąc temu wróciłam ze stypendium studenckiego z Triestu i do tej pory nie potrafię się pozbierać. Od powrotu Włochy prześladują mnie na każdym kroku i traktuję to jako znak, że muszę tam powrócić (a Twój blog jest mi motywacją i motorem do działań!).
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasiu, dziękuje za piękne krajobrazy, zapierające dech w piersiach, zwłaszcza widok na Florencję. Cudownie się na Was patrzy.
    Szczególne pozdrowienia dla Pawła.!:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo dziękuję MARZENKO:))) Całuję Paw.

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam Kasieńko, dzisiaj we Wrocławiu pada i burza za burzą, a wczoraj pisałam Ci ,że świeci słońce. No ale jak zobaczyłam dzisiaj opis Waszej wycieczki to od razu uśmiech na twarzy mi wrócił. Piękne kolory,jestem zachwycona zdjęciami, nie wiem czy to Twój Nicon tak koloryzuje, czy po prostu takie barwy są w rzeczywistości. A Twoja sukienka cudownie komponuje się w krajobraz i zdjęcie waszego jedzonka dopełnia tę cudowną wycieczkę na, której znowu byłam z Wami. Kasiu ja już nie mogę się doczekać gdzie znowu mnie zabierzesz ,bo tak się czuję za każdym razem jak czytam Twojego bloga, jakbym była tam z Wami. Pozdrawiam dzisiaj z deszczowego Wrocławia Ella.

    OdpowiedzUsuń
  13. pięknie tam przeogromnie, byłam w Toskanii przejazdem całe wieki temu, dziś po latach wydaje mi się to nierealne i takie odległe,
    takie widoki o poranku to jak doświadczyć cudu

    OdpowiedzUsuń
  14. a cóż to za zielone "cosie" wyglądają kusząco?

    OdpowiedzUsuń
  15. Zielone "cosie" to zagadka dla Was:) Jak ktoś wie co to jest to sama chętnie się dowiem:) Dzieci nazrywały tego i poupychały w kamieniach. Wielkości orzecha wloskiego, twarde, zielona mechata skórka - ktoś ma jakiś pomysł?:)
    I jeszcze raz tu bardzo Wam dziękuję, zbiorowo, żeby nie pisać pod każdym komentarzem. Jesteście wspaniali:)

    OdpowiedzUsuń
  16. ...a z tego nie wykluwają się przypadkiem dinozaury :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Przepiękne widoki :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj