piątek, 16 maja 2014

Wycieczka, rura, trufle i pelargonie.


Pojechało moje pierworodne na pierwszą dalszą wycieczkę! I będę siedzieć jak na szpilkach do wieczora! Bo daleko, bo autostrada, bo po rzece będą pływać. Dużo tych "bo", ale największe "BO" jest takie, że ze mnie klasyczna matka kwoka! 
Klasa Tomka bladym świtem ruszyła na północ do Miry, to miasteczko w regionie Veneto. Już wczoraj wieczorem plecak stał spakowany, a Tomek odliczał godziny! Mam nadzieję, że to będzie dla nich udany dzień! W ramach programu, o którym już pisałam, spotkają się też z dziećmi z zaprzyjaźnionej szkoły.  Atrakcji nie powinno więc zabraknąć. 

Ponadto przed nami znów intensywne dni! Teraz na moich oczach rodzi się nowa świecka tradycja. W tym roku Marradi startuje z nową festą! Już dziś wieczorem inauguracja pierwszej edycji Festa dello sport! Sobota i niedziela pełne będą atrakcji i mam nadzieję, że pogoda dopisze i planów nie pokrzyżuje!

I jeszcze moje małe toskańskie niezwykłości.
W czwartkowe popołudnie Mario przez nasz płot rozmawia z hydraulikiem. Rozmawiają o rurze, która jest na zewnątrz budynku i mocno przecieka, tworząc nam pod oknami mini staw, który wraz z ciepłem zaczyna wydzielać mało przyjemną woń. Dyskutują i dyskutują, a w końcu idą na inspekcję, potem przysiadają na naszym tarasie i dalej dyskutują. Ale rozmowa powoli schodzi na inne tematy. I zaczyna się ... "a pamiętasz te dziki w Rovigo? Cośmy się nastrzelali! Wtedy to były dziki!"  Ocho - myślę sobie - zaczyna się! I rzeczywiście - jak spotka się dwóch myśliwych, to inaczej być nie może - "gnał prosto na mnie! To ja pach! Wystraszył mnie porządnie. Fosa tam była taka głęboka, że uciec nie było gdzie"... Itp. Itd...
"A wiesz, że ja zbieram trufle?" - pyta mnie nagle hydraulik. Na hasło "trufle" ożywiam się natychmiast. I tak siedzimy sobie w piękne majowe popołudnie wśród kolorowych pelargonii, a hydraulik, który wymienia rury u nas w domu opowiada o moich ukochanych przysmakach. "Widzisz jak jej się oczy świecą?" - śmieje się Mario. Przynieś jej kilka kulek to cię ozłoci". Takie niby banalne, a zarazem niezwykłe, a może tylko mi się tak wydaje, może to wcale nie jest banalne...

 


- O jakie piękne! - wyrywa mi się, kiedy widzę na środku tarasu dwie piękne pelargonie.
- Podobają ci się? 
- Cudne! Jakie kolory! To dla mnie?
- Pojechałem po sałatę - mówi Mario - ale już się skończyła, a właśnie przywieźli świeże kwiaty, no to wziąłem. Nie ma sałaty, no to będą pelargonie.

To są takie moje małe bezcenne chwilki, wspomnienia do kolekcji... 

PELARGONIA to po włosku GERANIO

1 komentarz:

  1. I jak wrażenia po pierwszej tak długiej wycieczce? A Ty Kasiu dałaś radę? Mam tak samo kiedy moja starsza córcia jedzie gdzieś dalej ze swoją klasą ;-) I chyba teraz, na zakończenie roku, na wycieczkę do Torunia pojadę nawet z nimi jako pomoc do opieki ;-) W końcu się załapię chociaż na ostatnią, bo przez ostatnie 3 lata jakoś mi się nie udało ;-) A pamiętam jak moja Mama zawsze z nami jeździła...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj