czwartek, 22 maja 2014

Ukryte jezioro


- A karpie ładne to gdzie tu można złowić?
- Poza tymi miejscami, które znasz, jest jeszcze jedno jezioro - opowiada Mario. - Trzeba zjechać w prawo z głównej drogi, przecinasz wzgórza, kierując się w stronę Modigliany. Dawno tam nie byłem, ale kiedy jeździłem sam jako młody chłopak, zawsze szybko uciekałem. Dziwnie tam jest. Tak dziko i ta dzikość sprawiała, że czułem się bardzo nieswojo. Jednak miejsce samo w sobie - na ryby idealne!


Środowe popołudnie, pierwszy upalny dzień. Do kolacji jeszcze trochę czasu, wsiadamy zatem do samochodu i jedziemy na krótką przejażdżkę, zobaczyć słynne dzikie jezioro. Wąska, początkowo asfaltowa droga pnie się w górę. Nigdy jeszcze nie widziałam naszej doliny z tej perspektywy. Zapach ginestre wdziera się do samochodu, brzęczą owady. Lato chyba już rozsiadło się wygodnie. 


Jedziemy i jedziemy ... 
- Jesteś pewien, że to ta droga?
- Tak tak, jeszcze trochę i będzie widać jeziorko!
- Jeziorko? Wcześniej jezioro, teraz już jeziorko? 
- Wiesz ja tu bylem .... lat temu, przez ten czas może jeszcze bardziej zarosło. 

Jesteśmy już na szczycie i za kolejnym zakrętem ukazuje nam się panorama sąsiedniej doliny. Zjeżdżamy teraz powoli w dół. Kamyki chrzęszczą pod kołami. 
- Trochę to daleko - mówi Paw.
- Mam nadzieję, że nie pomylił drogi. - odpowiadam. - Dobrze jedziemy? Daleko jeszcze?
- Powinno być już blisko. Wiesz nie jest to Garda czy Trasimeno, zwykłe "pozzo*".
- Pozzo????? Najpierw lago (jezioro), potem laghetto (jeziorko), a teraz już pozzo????
Mario się śmieje i sobie podśpiewuje.
- A może staremu Mario coś się przyśniło? - dodaje prowokacyjnie.
Przewracam oczami i modlę się, żeby to był tylko żart. 


Mijamy stary kościółek. Skąd on tutaj??? Uroczy, miniaturowy, ale jestem tak przejęta brakiem jeziorka, że nawet nie zatrzymuję się na zdjęcie. Na szczęście w końcu sto metrów dalej naszym oczom ukazuje się migająca między drzewami zielonkawa tafla!
- Jest!!!!

 

 
Rzeczywiście przedziwne, dzikie, zarośnięte, z konarami wyrastającymi z wody. Z pniem przewalonym, przypominającym potwora z Loch Ness. Paw się rozpromienia.
- Wiesz jakie tu muszą być ryby?!!
Wędkarze chodzą i oglądają jezioro z każdej strony, szukając dobrego zejścia. Dzieci rzucają kamyki do wody. Żaby dają ogłuszający koncert. Mogłabym tak stać i podziwiać godzinami, ale kolacji nikt za mnie nie przygotuje. Wystarczy zachwytów! Wracamy. Kierujemy się jednak dalej na przód - już bliżej stąd do Modigliany. 

 

Droga znów pnie się w górę, pobocze jest żółte od kwiatów, mijamy kamienne domostwa. Teraz muszę się zatrzymać. Są niezwykłe. Znów się wzruszam, bo zapach ginestre, bo kamienne domy, bo pola młodym, zielonkawym jeszcze zbożem falują, bo trzmiele bzyczą...



POZZO to znaczy STUDNIA, KAŁUŻA

1 komentarz:

  1. Ach! Jak kocham takie miejsca :-) Tajemnicze, ukryte wśród drzew, zarośli... kiedy natykamy się na nie od tak, przez przypadek, całkiem niechcący. I nigdy nie wiadomo co nam mogą przynieść.
    Trzymam kciuki Kasiu za Twoje marzenie o kamiennym domu. I czekam niecierpliwie jak napiszesz, że w końcu go odnalazłaś, tak przypadkiem, tuż za rogiem :-)
    PS. Jak Synek po tej pierwszej długiej wycieczce?

    OdpowiedzUsuń

Drukuj