sobota, 3 maja 2014

Żywioły szaleją


Tornada, ulewy, gradobicia - czyli środkowe Włochy w ostatnich dniach. Aż nie do uwierzenia! Nasze miasteczko póki co wychodzi z tych kataklizmów obronną ręką, jedyne co nam doskwiera to deszcz lejący bez chwili wytchnienia. Choć i tak powinnam być wdzięczna naturze za słoneczne piątkowe przedpołudnie, kiedy to silne opady zapowiadano już od rana. Kilkugodzinne opóźnienie w ich nadejściu pozwoliło mi posadzić pierwszy rządek pomidorów. Na początek wybrałam serca wołu. Zobaczymy co z nich wyrośnie! Czuję się trochę pod obstrzałem, bo całe miasteczko zagląda mi przez parkan, niektórzy dzielą się swoimi radami, inni komplementują, każdy jednak jest ciekawy jaka to z tej Polki będzie ogrodniczka!



Po obiedzie już szykowaliśmy się na spacer pełni nadziei, że jednak prognozy się nie sprawdzą, a wtedy właśnie nadciągnęły ciężkie chmury, zaczęło siąpić, padać, a potem to już lało bez przerwy. Dziś za oknem bez zmian. Niestety. Żal mi, bo dzieci w Italii mają wolne tak jak i w polskich szkołach, a tu skazani jesteśmy na siedzenie w domu. Dobrze, że od jutra wraca ciepło. Przyjazny front podrzuci nam trochę ciepła z nad Afryki. Tymczasem rozdajemy karty i znów namiętnie gramy w  briscolę. A ja? No cóż - kucharzenie i pisanie, czyli to, co lubię najbardziej! Zapraszam Was na cannelloni do kuchni w kamiennym domu.



GRANDINE to znaczy GRAD

1 komentarz:

  1. Tytuł piękny, prawdziwie oddaje co w tej pogodzie się dzieje tak też i u nas. Ciemno, zimno, deszczowo i trzeba będzie chyba napalić w kominku.
    Pozdrawiam Asia op.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj