piątek, 9 maja 2014

Na szaber!


Powietrze pachnie coraz intensywniej, czuć już lato za progiem. Wciskam nos między liście, kwiaty i nawąchać się nie mogę. Wszystko kwitnie, burza kolorów, koktajl najsłodszych aromatów. Po takich dniach jak ostatnie powiedziałabym, że to właśnie maj najbardziej lubię w Toskanii, ale przecież to samo mówiłam i latem i na jesieni...

Wzdłuż drogi, na łąkach i polach rozciągają się dywany drobnych, fioletowych kwiatków - to tymianek! Mario mówi, że wystarczy wykopać kawałek darni, przesadzić do ogródka i już sam się rozrośnie. Jedziemy zatem w stronę domu Antonelli, w bagażniku karton i łopata. Na "szaber"! Po tymianek! 

Jest przepiękny, cichy wieczór. Kiedy Paw i Mario przenoszą do bagażnika roślinki, ja mam czas pobawić się z chłopcami aparatem. I znów robimy klasyczne zdjęcia "koników polnych", kolejne do kolekcji. Mimo tylu życiowych trudności, wciąż chce mi się skakać, cieszyć chwilą, momentem, bo kto wie co będzie jutro, pojutrze, za tydzień...


Wracamy do domu z całą plantacją tymianku w samochodzie! A ja chciałam tylko mały kawałeczek, bo przecież nie mam wokół domu hektarów! Nadgorliwość szabrowników! No nic! Upycham zatem pod płotem i w doniczki i podsypuję, podlewam i odchodzę i z szerszej perspektywy podziwiam i nacieszyć się nie mogę! Tyle radości z głupiego tymianku!


TYMIANEK to po włosku TIMO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj