poniedziałek, 19 maja 2014

Festa dello sport - dzień drugi!


Zaczęło się już  z samego rana wyścigiem rowerowym. Ta konkurencja była najpoważniejsza ze wszystkich. Uczestników było ponad dwustu, z przeróżnych drużyn. Nie wiem jak długą mieli trasę do przejechania, ale na plac gdzie była meta, wjeżdżali przez wąską uliczkę, która prowadzi na górskie szlaki. Na metę dojeżdżali wyczerpani, jedni z krzykiem, drudzy ze śmiechem albo śpiewem, jeszcze inni na piechotę, prowadząc rower jak osła, bo na ostatnich metrach spadł łańcuch. Zabawa była przednia! 

 

Dzieci natomiast po 10 minutach, kiedy na horyzoncie pojawił się Marradino porzuciły kibicowanie cyklistom i poszły bawić się z lwią maskotką. 



O 10.00 chłopcy znów zaszyli się w parku, gdzie tym razem nabywali inne niezbędne do przetrwania w buszu umiejętności. Obydwaj byli zafascynowani, a Tomek jakby odnalazł swoje powołanie!




Po obiedzie zaczęła się część programu dedykowana dzieciom. Biegi z przeszkodami, skałka wspinaczkowa, strzelanie z łuku i z wiatrówki, strzelanie goli do bramki, rzucanie piłką do celu, odważni mogli zrobić akrobacje na wiszącym kole lub taśmach albo pochodzić na szczudłach. Pasjonaci mieli swoje stanowisko wędkarskie. Odegrano mecz koszykówki, swoje umiejętności zaprezentowała sekcja karate.



A wzdłuż głównej ulicy ustawione były gry stare i nowe, zręcznościowe i "na myślenie". Niektóre egzemplarze pochodziły chyba z muzeum, ale mimo swojego wieku wciąż były wspaniałą rozrywką. Jeśli zatem ktoś ze wszystkich dyscyplin najbardziej lubi gimnastykę mózgu, mógł się wykazać i sprawdzić swoje umiejętności. 


Ponieważ dzień był dedykowany dzieciom, nie mogło zatem zabraknąć malowania twarzy, baloników, dmuchańców do zjeżdżania, a że za nic nie trzeba było płacić więc dzieci szalały do utraty tchu!
 


Na zakończenie dnia jeszcze pokaz zumby, a potem na miejskim stadionie mecz dorosłych - obecna drużyna ze "starymi chwałami". Nie wysiedzieliśmy do końca, bo już było chłodno, a poza tym dwa dni atrakcji wymęczyły nas porządnie. Kibicowanie zakończyliśmy na etapie 1:1. I to byłoby na tyle jeśli chodzi o pierwszą edycję Festa dello sport w Marradi.



Jeszcze tylko takie moja refleksje - kolejny raz mogłam zobaczyć jak ważne są dzieci we Włoszech. Na każdym kroku widzę, że są największym skarbem. W czasie festy na witrynach sklepowych powywieszane były mądrości. Pewnie się każdy zastanawiał, co ta Polka znów fotografuje, ale ja nie mogłam się oprzeć.
Dziś padnie rekord w ilości zdjęć:))



3 komentarze:

  1. ciekawi mnie czy słyszałas w tych dniach coś na temat bitwy o Monte Cassino?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że od dwóch dni nie zerknęłam ani do gazet ani nie włączyliśmy telewizora. Nasze miasteczko, żyło sportowymi zmaganiami, a my się temu poddaliśmy.

      Usuń
  2. Muszę zadać kilka pytań: kto był glównym organizatorem tych wydarzeń? Skąd taka liczba róznych stanowisk? Czy to projekt unijny wsparł? Szok dla mnie, która zna Włochy komercyjne i za wszystko odpłatne!!!
    Bardzo podobają mi się pomysły, często nietypowe jak dla nas.
    Pozdrawiam Asia op.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj