czwartek, 3 kwietnia 2014

Pesce d'aprile!


Czyli polskie "prima aprilis"! Pierwszy kwietnia był we wtorek, ale kilka słów na ten temat jestem Wam winna. A to było tak...
Dzień jest słoneczny, zatem panowie decydują odkurzyć wędki i spróbować swoich sił nad rzeką. Jedziemy we trójkę do miasteczka. Robimy rundkę po Marradi, żeby załatwić ostatnie sprawunki, a potem, kiedy zatrzymujemy samochód przed ostatnim sklepem, dzwoni telefon Mario. Zostawiamy naszego przyjaciela z telefonem przy uchu, a sami wchodzimy do środka. Po chwili Mario wpada do sklepu i mówi, że, to był Massimo i powiedział, że ktoś go szukał, jakiś mężczyzna ubrany w mundur podobny do jego roboczego. Kończymy sprawunki, wskakujemy do samochodu i jedziemy do domu Mario. Mario obchodzi dom, zagląda tu i tam - nikogo obcego ani śladu. Już uspokojony znika w cantinie by skompletować wędki. Wtedy z tarasu na piętrze wychylają się Massimo i Cristina:
- Jest Mario?
- Jest, jest w cantinie! Mario! - wołam.
Mario wychodzi na zewnątrz, zadziera głowę do sąsiadów:
- No i? Kto to był? Gdzie jest?
- PESCE D'APRILE! PESCE D'APRILE!!!!! - krzyczą na zmianę ubawieni sąsiedzi i zaśmiewają się do łez, a my razem z nimi. Mario łapie się za głowę!
- A niech was! Zapomniałem.
- Ale wpadłeś - komentuję - a nie dalej jak godzinę temu rozmawialiśmy o primaaprilisowych żartach, "jak to jest w Italii". Teraz już wiem:)
Kiedy odjeżdżaliśmy, Massimo i Cristina dalej stali na tarasie i łamali sobie głowę - jaki żart przygotować tym razem dla siostry Cristiny.

Oczywiście dzieci, kiedy wróciły ze szkoły miały do opowiedzenia całą serię żartów, które robili sobie nawzajem. Tomek był jednak nieusatysfakcjonowany. Wziął więc do spółki Mario, obrali pomarańczę ze skórki, wnętrzności wyjęli, zamiast tego włożyli plastikowego skorpiona, skórkę skleili i poszli przed dom, gdzie ze swoją ciężarówką stał Sycylijczyk z owocami, i chcieli zareklamować jaki to felerny towar nam sprzedaje. I tym razem śmiechu było dużo, a Tomek poczuł się wreszcie spełniony.



Włosi uwielbiają żarty, zwłaszcza Toskańczycy, więc dzień ten zdaje się być dla nich stworzony. I tu zamiast "prima aprilis!", krzyczymy - "pesce d'aprile!" - co znaczy "kwietniowa ryba". 
A ryby, te z mięsa, krwi, łusek i ości? Owszem były i te! Zbliża się wielkimi krokami nasz sezon na wędkowanie i piknikowanie!




1 komentarz:

Drukuj