poniedziałek, 28 kwietnia 2014

O tęsknocie w kilku słowach

Bezcenne chwile z Babcią

Ten wyjazd uświadomił mi, że miejsce w jakim żyję obecnie jest naprawdę moje, tak bardzo, bardzo moje. Warszawa już po dwóch dniach zmęczyła mnie i wycisnęła ze mnie wszystkie soki. Oczywiście odczuciom negatywnym sprzyjały trudne sprawy do załatwienia, ale tak czy inaczej starałam się obiektywnie popatrzeć na miasto gdzie się urodziłam. Miasto, które przecież z każdym rokiem jest coraz ładniejsze. Mimo to, nie mogłam wykrzesać z siebie pozytywnych uczuć. Tęsknota za włoskim domem uderzyła mnie z taką siłą, że w przechodniach widziałam maradyjskie twarze. Sama przed sobą musiałam przyznać, że to nie jest normalne! 
Zamiast tęsknoty, pozostał sentyment do mieszkania, bo tam się dzieci urodziły i dużo niezapomnianych chwil wiąże się z tym miejscem, ale otoczenie, sklepy, parki paradoksalnie przypominały mi o tęsknocie za Italią. Przez ostatnie lata snułam się przecież z kąta w kąt i odliczałam dni między kolejnymi wyjazdami. Nawet park, koło domu mojej Mamy, nasuwał mi na myśl pewne popołudnie, kiedy siedziałyśmy obydwie na ławeczce, a ja miałam na sobie nawet tą samą sukienkę i mówiłam, że może się tak zdarzyć, że po wakacjach już nie wrócimy.

Chłopcy jako nianie małego Frania

Tęsknię za Rodziną, bo Rodzinę mam wyjątkową i doczekać się nie mogę, kiedy wreszcie ktoś nas odwiedzi tu w Toskanii. Tak naprawdę ludzi poznaje się w trudnych momentach i ten wyjazd pokazał mi, że nie jestem sama na świecie.

 Marzę o chwili, by z Mamą usiąść na tarasie, iść na spacer po miasteczku, ugościć ją po włosku, przytulić całym sercem, tak jak ona to robi, kiedy jesteśmy pod jej dachem. Mam nadzieję, że to się spełni w wakacje.

I jeszcze na deser kilka scenek z życia:

Warszawa, alejka parkowa

- Mamusiu - zaczyna Tomek, kiedy kręcę ich na wielkiej karuzeli - tu była taka pani i Mikołajowi wypadł z kieszeni papierek i ona do Mikołajka powiedziała: Bądź ostrożnA, zobacz, że papierek ci wypadł. Podnieś go i wyrzuć. No to ja powiedziałem: Proszę pani ale to jest chłopiec. A wiesz co ta pani na to? 
- Nie wiem. 
- A ta pani prychnęła i powiedziała: Co to za różnica! Wszystko jedno!
_________________________________________________________
Ten sam park, godzinę później

- Ale wesoło, co?
- Mhm - przytakuję zmieszana.
- Wesoło ma pani w tym parku! Tyle koni!
- ??? - Tu już nie kryję osłupienia. Na szczęście kobieta, która mnie zagaduje oddala się wolnym krokiem. Jakie konie??? - myślę sobie. Odwracam głowę. Na trawniku przed placem zabaw widzę rozłożony stragan z watą cukrową i popcornem, a na przeciwko niego cały  zastęp mniejszych i większych pluszowych koników. - No masz! Absurd dnia powszedniego. "Dzień Świra" jak u Koterskiego. Swoją drogą jak łatwo wziąć kogoś za wariata!


_____________________________________________________________
Ostatni dzień przed wyjazdem, stacja Orlen
Czekam na Pawła na stacji benzynowej na warszawskim Grochowie. Jestem tak wyczerpana, że najchętniej usiadłabym na krawężniku i się rozpłakała ze zmęczenia, z bezsilności. Wody! Chce mi się pić.
- Tylko wodę gazowaną - mówię do dziewczyny przy kasie.
Ta patrzy na mnie uważnie, trochę z troską, trochę z przejęciem, a może tak mi się tylko wydaje...
- A może kawę pani weźmie.
- Aż tak widać, że jestem wykończona, czy kawę proponują tu z urzędu? - myślę sobie. W każdym razie dziewczyna naprawdę patrzy na mnie z troską w oczach.
- Tak! Dziękuję! Chyba potrzebuję kawy!
W międzyczasie znikam w łazience, kiedy wychodzę kawa na mnie czeka. 
- Już pani nalałam, wzięłam większy kubeczek, żeby się nie wylewała, kiedy będzie pani szła. 
Taka nic nie znacząca sytuacja, a w jednej chwili tak mi się dobrze zrobiło. Znów ktoś się o mnie zatroszczył. 
______________________________________________________________
Autostrada, granica słoweńsko - włoska, 26 kwietnia (z czerwonego notesu)


- Chłopcy! Italia!
- Ufff nareszcie - krzyczy Tomek.
- CASA! - dodaje trochę z ulgą Mikołaj. 

Kilometr za granicą zaczyna się ulewa. Polska też żegnała nas łzawym niebem. Widać deszcz nam dziś pisany, ale po deszczu zaświeci przecież słońce...

Poranek koło Opoczna
FINALMENTE - to znaczy NARESZCIE!

4 komentarze:

  1. u mnie dziś jakiś spadek formy i bardzo malancholijny nastrój... te wszystkie wyjazdy, powroty, spotkania, rozstania, zmartwienia, radości ... no nic, liczę na to, że wróci słońce i załatwi sprawę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu ja już 8 lat mieszkam poza Polską, ale za rodziną (zwłaszcza jak jest cudowna rodzina) tęskni się zawsze. Najgorsze jest to, ze jak mam jechać lub lecieć do Pl cieszę się jak dziecko, ale jak juz tam chwilę jestem, to zaczynam tęsknić za domem tutaj. Wszędzie już jestem tylko tak trochę u siebie. I tak jak napisałaś - tez czekam z utęsknieniem na wizyty najbliższych.
    Pozdrawiam.
    Kasia z Zielonej Wyspy

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja pozwolę sobie dodać, że na przykładzie naszych serdecznych znajomych można wykonać następujące obserwacje, w jakim języku myślisz, w jakim śnisz, w jakim marzysz? Jesli przewagę bedzie stanowił język nowy nabyty, to już jest się bardziej tam niż tu w Polsce. Nie mam takich doświadczeń, chyba dziękuję, że nie musiałam ich przechodzić i że mam to swoje miejsce na ziemi przynajmniej na dziś. Myślę, że jest to wszystko bardzo trudne. Dlatego wzmacniam i wspieram.
    Pozdrawiam Asi op.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj