wtorek, 8 kwietnia 2014

Dziewczyny do wzięcia




Pamiętacie film z początku lat siedemdziesiątych "Dziewczyny do wzięcia"? Wyobraźcie sobie zatem taką sytuację - poczekalnia konsulatu polskiego w Rzymie, dwie dziewczyny - wypisz wymaluj jak te u Kondratiuka i dialogi z jakich sam reżyser mógłby czerpać inspirację.
Osoby dramatu:
blondynka, wiek bliżej nieokreślony, raczej młoda niż stara, "ta doświadczona"
brunetka z burzą włosów na głowie, lat nie więcej niż dwadzieścia, cecha charakterystyczna - palec w nosie, wnioskuję, że w Italii od kilku dni.

- No i co ja zrobię jak on się chce ze mną hajtać?! No zakochał się, no hajtać się chce normalnie! No przecież nie moja wina,
- A ta stara? widziałaś? kto ją chciał?
- No i nawet taka sobie znalazła! I ty też znajdziesz sobie jakiegoś.
- Eee no nie wiem. Ale ta to naprawdę była stara. (mowa o pani około 50tki, która wychodziła z konsulatu)
- Znajdziesz, znajdziesz.

Taki dialog panie prowadziły przez cały czas naszego pobytu w poczekalni. Nie rozmawiały szeptem. Nie dało się nie słyszeć. Siłą rzeczy docierało do mnie każde słowo prostackich wypowiedzi. Nie dało się też nie widzieć, a nawet udawać, że się nie widzi kiedy brunetka zawzięcie wierciła palcem w nosie. Wymienialiśmy tylko z Pawłem niedowierzające spojrzenia. Komentować nie będę, bo z tolerancją u mnie krucho w takich sytuacjach, na pewne zachowania mam silną alergię. Trochę smutno, że ktoś w ten sposób pracuje na wizerunek Polki za granicą:(

Blondynka przy okienku:
- Pod jakim numerem można się z panią skontaktować?
- Komórki ja nie mam. 
- Ale pod stacjonarnym pani nie odpowiada.
 - Ale ja jestem wrogiem komórek.
- ???
- Komórka powoduje arytmię serca.




Zdjęć opisanych osobistości oczywiście nie mam, nie dlatego, że nie chciałam podpaść dziewczynom, a jedynie dlatego, że w takich obiektach jak konsulat - z tego co mi wiadomo - jest zakaz fotografowania. Wstawiam więc jeszcze kilka zdjęć Rzymu.

OŻENIĆ SIĘ to po włosku SPOSARSI

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj