wtorek, 29 kwietnia 2014

Czas ograniczony

Ostatni raz Tina podaje nam kawę w swoim barze

Kwietniowa droga do szkoły

Tyle się ostatnio dzieje, że umyka mi zwykłe życie, to które kocham ponad wszystko. Żeby dobrze w tym świecie funkcjonować, muszę mieć chwilkę dziennie tylko z własnymi myślami, czas na notatki, refleksje, a tego niestety w tych dniach mi brak. Wybaczcie więc jeśli posty ukazują się z opóźnieniem, ale żeby iść na przód, muszę usystematyzować sprawy związane z pracą, bo bez tego to przecież ani rusz. Chciałam napisać o ostatnim dniu caffe nuovo, bo Tina i Franco od dziś są na emeryturze, o Tomka "dieci e lode" (najwyższa ocena - polska "szóstka" z przytupem) z matematyki i o "kwiatkach" jakie pojawiają się w polskiej pisowni, o wzgórzach wybuchających głęboką zielenią, o kaprysach pogody, o meczach, które czekają Mikołaja, o jego chorowaniu i wizycie u włoskiego lekarza. To wszystko, z jednej strony banalne, jednak dla mnie tak inspirujące, że aż prosi się o długie opowieści. Zapisuję, notuję, na kolanie, w czerwonym notesie, by nic z tych detali mi nie umknęło.

W Warszawie nie mogłam doczekać się toskańskiego spokoju. Wróciłam na moje podwórko, a tu ... cały czas coś! Oby do czwartku! Mam nadzieję, że kolejny "il ponte" przyniesie odrobinę relaksu i będę mogła wreszcie STACCARE LA SPINA - co w luźnym tłumaczeniu znaczy - WYLUZOWAĆ! 

Dedykacja od Tomka dla Dziadka przed moją korektą.


Na deser zapraszam Was do kuchni w kamiennym domu - czeka na Was coś naprawdę smacznego. Mario ocenił, że to najlepszy wypiek, jaki zrodził się w moich rękach!


1 komentarz:

  1. też potrzebuje czasu dla siebie i tez jakos mi go brak ;)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj