wtorek, 25 marca 2014

Szkoła włoska w pigułce na życzenie Czytelników:)

 
Dziś kilka słów na wyraźną prośbę Czytelników. Pisałam ten artykuł tym chętniej, że temat maradyjskiej szkoły wciąż jest dla mnie niewyczerpany i budzi moje pozytywne emocje. Tym razem jednak postaram się zebrać tu wszystkie detale dotyczące tego tematu, i techniczne, i programowe, i organizacyjne, i wszystkie inne. 

Piszę oczywiście o szkole toskańskiej, podkreślam to, bo między regionami są pewne różnice.
Zacznę od tego, że szkoła w Marradi to szkoła niewielka. Jest tu podstawówka i gimnazjum. Podstawówka to pięć klas. Jedna pierwsza, jedna druga itd... Po tej są trzy lata scuola media. Podstawówka urzęduje na parterze, media na pierwszym piętrze. Każda klasa ma przydzielonych dwóch nauczycieli głównych - jeden jest odpowiedzialny za przedmioty humanistyczne, drugi za ścisłe. Klasy moich chłopców liczą po około dwadzieścioro dzieci. Każde z nich siedzi w pojedynczej ławce, pod ławką na półce trzymają swoje książki, te do domu przynoszą tylko na weekend, kiedy mają zadaną pracę domową. W tygodniu prac domowych nie ma. Lekcje zaczynają się o 8.00 - dokładnie za pięć ósma szkoła zostaje otwarta, dzieci wchodzą (rodzice żegnają dzieci na zewnątrz, wstępu do szkoły nie mają), na wieszakach obok klas zostawiają plecaki, kurtki czy co tam mają. Butów się nie zmienia. O 10.00 jest pierwsza przerwa i trwa 20 minut. Następna jest o 12.20 i to pora obiadu. Dzieci, które jedzą w domu, zabierają rodzice uprzednio podpisujący listę, że dziecko opuszcza szkołę. Pozostałe dzieci schodzą na stołówkę. Przerwa obiadowa trwa do 14.00!! Ze szkoły dzieciaki wychodzą o 16. Nauczycielki wyprowadzają swoje klasy na ganek szkolny skąd rodzice odbierają swoje pociechy. W czasie wejścia i wyjścia dzieciaków, przed szkołą zawsze czuwa straż miejska. Dzieci są dla Włochów skarbem i to widać na każdym kroku. 

Trochę o programie - matematyka, tak jak już pisałam znacznie wyprzedza program  polski - Mikołaj w drugiej klasie już na początku musiał znać tabliczkę mnożenia, dzieci nauczyły się już dzielić " z resztą", dodawać i odejmować pod kreską duże liczby. Włoski w klasach jeden trzy - podobnie jak w Polsce, najpierw kaligrafia (tu jest inna, inne są nawet linie w zeszycie), teraz nacisk na ortografię i proste zasady gramatyczne. Oczywiście też doskonalenie czytania. Książka z "czytankami" zaskoczyła mnie pozytywnie, bowiem zdecydowana większość tekstów jest ciekawa i zabawna, a nie irytująco infantylna. Jeszcze jedna różnica - zeszyty są formatu A4 i zużywają ich na tony, bo piszą bardzo dużo. 

U Tomka: historia w czwartej klasie to starożytność - dość szczegółowo, uczą się o cywilizacjach, o których w polskim podręczniku się nie mówi. Przy okazji "Egiptu" byli w muzeum archeologicznym we Florencji. Geografia - klasycznie - podstawy, klimat, ukształtowanie terenu, glob ziemski ecc... Ale też tematem wiodącym w tym roku jest rzeka. Ponieważ Marradi położone jest nad Lamone, dużo uwagi poświęca się środowisku w którym żyją dzieci. Nauczycielki przy każdej okazji podkreślają, że bardzo im zależy, by dzieci dobrze poznały i zrozumiały najpierw najbliższe im otoczenie. Rzeka - klimat, roślinność, ukształtowanie koryta, źródło. A nad rzeką siadał Campana i pisał.. - wszystko się zazębia. Wiedza - z tego co widzę - podawana jest w tak interesujący dla dzieci sposób, że te gdy wracają do domu, mają potrzebę podzielenia się nią z rodzicami! Wszystkie wspomniane zagadnienia poparte też były wycieczkami w odpowiednie miejsca. 
Włoski - zebranie gramatyki w całość, bardzo dużo tych zagadnień, do tego oczywiście szlifowanie ortografii. Literatura tak jak ostatnio pisałam przy Dino Campana - przerabiana jest bardzo "namacalnie" - dzieci dużo rysują, pracują manualnie, przedstawia im się różne sposoby odczuwania, odbierania sztuki i wyrażenia jej interpretacji. Najlepszym dniem dla Tomka jest czwartek, bo przerabiają Hobbita i pani czyta klasie na głos. Sami piszą dużo wypracowań. To co mnie cieszy to z moich obserwacji - ogromna swoboda, jaką dają nauczyciele uczniom. A uczniowie obdarzeni takim zaufaniem są bardzo kreatywni, wychodzą z inicjatywą, mają własne pomysły. 
Angielski - duży nacisk kładzie szkoła na naukę języka, przystąpiła do programu "internetowego" z innymi szkołami by pokazać dzieciakom, że nie jest tak trudno porozumiewać się po angielsku. (O tym programie pisałam już szerzej, więc nie będę się rozwodzić.) W piątej klasie dochodzi język francuski.

Jeszcze trochę spraw technicznych: dzieci w podstawówce chodzą w fartuszkach. Tylko w dniu kiedy jest gimnastyka przychodzą w dresie i przed lekcją zmieniają buty. 

Oceny: od 5 (niedostateczny) do 10 (czyli taka nasza 6). U Mikołaja są oceny ale też i opisowo - bravo, benissimo, bravissimo ecc...:)

Rok szkolny w tym roku zaczął się 11 września, a skończy chyba 7 czerwca. Przerwa bożonarodzeniowa trwa do 6 stycznia, potem Wielkanoc i kilka wolnych dni z okazji świąt najróżniejszych. Na każde "wolne" dzieci mają zadawane prace domowe. Na wakacje dostają książki - jedną ogólną i jedną z angielskiego. Brzmi strasznie ale ma swoje uzasadnienie;) 
Dzienniczek też jest ciekawostką, to taki kalendarz szkolny, gdzie zapisuje się prace domowe, ogłoszenia i korespondencję z rodzicami. 

Wycieczki - tu rodziców się nie prosi o towarzystwo, szkoła organizuje się sama w swoim zakresie. Dużo jest wycieczek korespondujących z programem lub z bieżącymi świętami, wydarzeniami - w czasie Bożego Narodzenia - Mikołaj był w Faenzie na oglądaniu żywej szopki. Rzekę Tomka klasa oglądała już z każdej perspektywy. Na lekcje o Dino wychodzą do instytutu studiów o nim. 

- Chłopcy czy coś chcielibyście dodać od siebie o szkole? 
- O Sorlindzie napisz!!!! - krzyczy Tomek
Sorlinda to siostra zakonna, która ma religię z klasą Tomka. Nigdy na oczy jej nie widziałam, ale musi być to postać niezwykła, bo wtorek, kiedy jest religia, to drugi ulubiony dzień Tomka;)  
- Napisz, że ona umie czarować!
No to piszę - Sorlinda czaruje, a do tego jeszcze opowiada dowcipy!

Jeszcze pewnie dużo detali mi umknęło, jeśli macie pytania, na wszystkie chętnie odpowiem.
Podsumowując - szkołę dzieci tu kochają i biegną do niej jak na skrzydłach - i to chyba samo mówi za siebie!!

UCZEŃ to po włosku ALUNNO

 

4 komentarze:

  1. całkiem inaczej niż w Polsce

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja mam pytanie dotyczące sprawdzania wiedzy i umiejętności.Jak to robią nauczyciele, czy testy, testy, testy, kartkówki itp, czy tez są inne przyjaźniejsze formy. Czy wiesz jak sprawdzani są nauczyciele z efektywności swojej pracy? Czy z materiałem pedzą czy też więcej powtarzają i utrwalają. Kiedy przeczytałam Twój wpis o jednym z synów, który publicznie wystapił a dotąd tego nie robił lub niezbyt chętnie, to przyznam była dla mnie sygnał, że w coś dobrego to wszystko poszło, bo wiem jakie to ważne. Dzięki za duzo dla mnie inspiracji. Niestety oznacza to, że moja droga dalej wiedzie pod prąd w tym co robię ale dla dobra dzieci i to chyba najwazniejsze.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech do takiej szkoły nie bałabym się posłać dzieci... Super!

    OdpowiedzUsuń
  4. baaardzo fajnie czyta się takie posty :) może myślę tak dlatego, że to moja "dziedzina"? tak czy siak, mam nadzieję na więcej szczegółów :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj