wtorek, 18 marca 2014

Mulino budzi się do życia


Mulino fotografowałam latem setki razy. Potem była sesja jesienna i zimowa w śnieżnej scenerii. Brakowało tylko wiosny do kolekcji. Tak naprawdę jeszcze kilka dni musimy poczekać, bowiem klimat nad górską rzeką jest ostrzejszy, zatem i wiosna jeszcze nieśmiało się rozwija. Pojechaliśmy z Pawłem po zapas najlepszej źródlanej wody. Kiedy Paw napełniał baniaki, ja zrobiłam pobieżny obchód mulinowego domostwa.

 

Na wzgórzu, ponad kamiennym domem trawa już zielona. Długie cienie kasztanowców kładły się w przedpołudniowym słońcu. Było... jak zwykle... wyjątkowo. Cisza, słońce, powaga masywnych pni i konarów. Pod stopami jeszcze resztki jesieni, wysuszone, kujące jeżyki zeszłorocznych kasztanków. Umykające w panice jaszczurki, nurt rzeki pędzący w dół, woda galopująca z hukiem po kamieniach...


A Lorenzo tak jak obiecał, przekazał wszystko dalej. W tym roku ktoś inny będzie zarządzał przybytkiem. Byliśmy niepocieszeni do momentu, kiedy dowiedzieliśmy się w czyje konkretnie ręce przechodzi Mulino. I teraz już nie możemy się doczekać, bo to naprawdę dobre ręce! Stworzone do tego by takiemu miejscu przywrócić dawny splendor. Już oczami wyobraźni widzę letnie Mulino, rozsmakowane, roztańczone, rozszalałe do utraty tchu. I jeszcze jedno bardzo nas cieszy - teraz wyprawa do Mulino będzie 15 minutowym spacerem, nie tak jak do tej pory 20 kilometrową wyprawą samochodem w jedną stronę!    
RĘCE to po włosku LE  MANI

1 komentarz:

Drukuj