poniedziałek, 3 marca 2014

Mamo ja chcę motocross!


Mimo zapowiadanego na niedzielę załamania pogody, że niby jeszcze zima miała ogonem zawinąć, nic takiego się nie stało, było słonecznie i całkiem ciepło. Po tygodniu siedzenia z przeziębionym Tomkiem w domu ze wszystkich sił gnało mnie w góry. Pojechaliśmy w kierunku domu Antonelli, drogą, przy której na jesieni kupiliśmy oliwę od Sycylijczyka. Jak tylko wysiedliśmy z samochodu, natychmiast dobiegł do naszych uszu wściekły warkot motorów. Hałasy dochodziły z pobliskiego pola crossowego, o którym pisałam raptem kilka dni temu. Gnani ciekawością przecięliśmy na skróty zielone łąki, by jak najszybciej znaleźć się w dobrym miejscu widokowym i móc podziwiać wyścigi dwóch kółek z góry. Chodziliśmy w te i we wte, ale nigdzie nie mogliśmy znaleźć wystarczająco otwartej przestrzeni, cała grań porośnięta jest tu sosnami piniowymi. Zachęceni jednak widokiem migających między drzewami motorów, cofnęliśmy się po samochód i zjechaliśmy na campocross.

 

I tam utknęliśmy na trochę przyklejeni do ogrodzenia śledząc skoki i zwroty crossowców. Wrażenia niesamowite, nawet jeśli ktoś nie jest fanem rzeczonej dyscypliny. Mikołaj oczywiście zadeklarował, że on taki motor chce koniecznie! A kiedy usłyszał, że są minicrossy dla dzieci i tu też dla nich organizowane są wyścigi, to już całkiem utwierdził się w swoim marzeniu, a wtedy jakby jeszcze na zachętę, mały - na oko 10 letni crossowiec przemknął nam przed oczami.

Miały być zdjęcia wzgórz i krajobrazów, bo i te ze spaceru przywiozłam, ale zachowam je na inny raz. Dziś dwa kółka: i tak i siak i w locie i w podskoku!

GARA to znaczy WYŚCIG

1 komentarz:

  1. Motocross to piękny sport :). Kupować młodemu crossa i niech realizuje swoje marzenia! :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj