niedziela, 30 marca 2014

Co życie daje mi w prezencie

 
Często słyszę, że umiem o zwykłych rzeczach, pisać tak, jakby były wyjątkowe. Ale ja nie tylko tak piszę, ja staram się je rzeczywiście takimi widzieć. I wyznając taką zasadę, każdy dzień zdaje się być szczególny. Jednak odkąd mieszkamy w Toskanii, często spotykają mnie rzeczy naprawdę niesamowite, o których nawet jakbym napisała skrótem telegraficznym, nie dałoby się wyjątkowości tych chwil ukryć. Tak było wczoraj ...

Miejsce akcji - cavallara


Już jakiś czas temu nasz znajomy zaczął przebąkiwać coś o tym, że chciałby w swoim domu organizować obiady i kolacje na skalę - powiedzmy prawie restauracyjną. Miejsce miał i znajomych mnóstwo, którzy na takie atrakcje byli chętni. Lorenzo zadziwiająco szybko przeszedł od gadania do działania. W duecie ze swoim szalonym znajomym, o którym też muszę napisać, bo to człowiek - chodząca książka - postanowili się profesjonalnie do przedsięwzięcia przygotowywać. Zaczęli od kuchni - palniki, zlew, ecc. Potem sala... no właśnie i z tym wiązała się nasza wczorajsza pomoc. Obiad zaplanowany na dziś, a jeszcze wczoraj w południe, po zakończeniu robót miejsce, gdzie przy stołach mieli zasiąść goście, wyglądało tak:




Tu były potrzebne chętne ręce do pracy. I jak te ręce zakasały rękawy, to po 4 godzinach było już tak:

 
 

A kiedy uporałam się z mniej twórczą częścią pracy, Bruno poprosił mnie o pomoc, w kuchni! I tu będę piszczeć z zachwytu, bo to jest dla mnie zawsze przeżycie nie lada! Gotować z Włochem! I choćbym tylko miała mąkę podsypywać i wodę podlewać, to trudno o większą radość, dla kogoś, kogo kuchnia fascynuje. Bruno zjeździł pół świata, żeby nie powiedzieć cały świat - wszerz i wzdłuż. I wszędzie uczył się, zgłębiał kulinarne tajniki i sam jadł rzeczy najdziwniejsze, o których dzieciakom opowiada, a te tylko coraz szerzej otwierają oczy ze zdziwienia! No cóż, Bruno to barwna osobowość:)




Asystowałam więc przy wypieku chleba i schiacciaty i ciambelli i tylko ręki trzeciej mi brakowało, żeby aparat trzymać w gotowości. 
W przerwie między jedną robotą a drugą, kucharz wyciągnął z lodówki pojemniki z salsami najróżniejszymi, do których składniki przynosił nawet z lasu, bo a to korzeń, a to bulwa, a to kora jakaś specjalna, a my degustowaliśmy i nadziwić się nie mogliśmy. Aż w końcu Bruno otworzył ostatnie pudełeczko i z tajemniczą miną zademonstrował nam coś czerwonego:
- Powąchaj - podstawił mi zagadkę pod nos.
- eeee - nie mogłam znaleźć słowa!  - To.... przecież to ...
- ćwikła!!! - krzyknął Paweł 
- Jasne to ćwikła! Ale jak? Ale skąd? Też z lasu?????
I tak to Włoch zademonstrował mi ćwikłę, dumny jakby uwarzył przynajmniej eliksir szczęścia! Tak czy inaczej musi mi zdradzić skąd w tym kraju chrzan wytrzasnął!

Niezwykły dzień, prawdziwie niezwykły, a opisałam Wam pobieżnie tylko jego wycinek, zaraz wracam na cavallarę chłonąć wszystkimi zmysłami kolejny spektakl  ...

SENSI to znaczy ZMYSŁY

W oczekiwaniu na gości:)

4 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że dzień dziś pełen wrażeń i to pozytywnych. Myślę sobie, że Ty poznałaś zupełnie inny toskański świat taki od środka, my będąc we Włoszech traktowani byliśmy jak turyści, co jest naturalne i przerażona byłam potężną komercją, za wszystko opłaty aż do bólu, to zdecydowało do naszej niechęci do Włoch. Tylko w jednym momencie Włosi nam pomogli pokazując drogę tak po prostu, jadąc przed nami choć nie musieli. Robimy drugie podejście i tym razem Toskania jesli zdrowie pozwoli ciekawa jestem czy niechęć minie. Pozdrawiam serdecznie.
    Asia opolska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej! Dlatego też ja nigdy nie polecam Toskanii "pocztówkowej". Jest piękna, żeby przejechać się i zrobić niesamowite zdjęcia, ale jeśli chodzi o Toskańczyków i choć namiastkę prawdziwego życia, lepiej zjechać z turystycznego szlaku.

      Usuń
  2. Zazdroszczę Pani mieszkania w pięknej Toskanii to moje marzenie, które mam nadzieję niedługo się spełni. Od 8 lat jeżdżę do Toskanii i jestem w niej zakochana po uszy. Kiedy jestem we Włoszech mieszkam w małym miasteczku, niedaleko Florencji, która jest przepiękna i tam właśnie chcę mieszkać. Moją pierwszą wycieczkę do Włoch pamiętam doskonale, miały to być zwykłe wakacje u mamy która tu pracuje i mieszka na stałe. Nie wiedziałam, że te wakacje odmienią całe moje życie. Kiedy tylko wjechałam do Włoch poczułam się jak u siebie nawet lepiej. Miałam tylko 11 lat a wiedziałam że to jest moje miejsce na ziemi, to tu chcę mieszkać, tu chcę żyć. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze to już od lipca będę mieszkała w mojej pięknej Florencji i przechodziła się urokliwymi uliczkami z uśmiechem na ustach. Pozdrawiam serdecznie
    Paulina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki z całych sił za realizację tego planu!

      Usuń

Drukuj