sobota, 15 lutego 2014

Ja i ziemia


W Warszawie wiodłam typowe życie mieszczucha. Ceniłam sobie bardzo mieszkanie w przytulnym "apartamencie", wśród ludzi, anonimowo. Było mi dobrze i wtedy za nic nie zamieniłabym tego na mieszkanie w domu. Z podziwem patrzyłam na znajomych, którzy uciekali za miasto do własnej ziemi, do natury i w myślach powtarzałam - ja to nigdy w życiu!

Wszystko się jednak w życiu zmienia. Po kilku latach pomieszkiwania w Casaluccio zrozumiałam, że do szczęścia jest mi potrzebny kawałek ziemi. Nagle zaczęło mnie uwierać w Warszawie niemal wszystko: anonimowość, wszechobecny tłum, domy z betonu, wieczny hałas i smród powietrza. Cztery ściany zaczęły mnie ograniczać, a poczucie bezpieczeństwa gdzieś się rozmyło.
Ciąg dalszy historii zna każdy, kto czyta Dom z kamienia ...     



Teraz jestem tu, jeszcze nie w kamiennym domu i jeszcze nie w moim własnym, ale już jak u siebie, we właściwym miejscu. 
- To taki piękny dom - mówią zgodnie miejscowi. Wszyscy go znają i podziwiają i życzą, by żyło nam się tu szczęśliwie. 
Mam wrażenie, że już go oswoiliśmy. Umiem poruszać się po nim w ciemności, wiem które okno źle się zamyka i które drzwi skrzypią, znam jego hałasy i zapach ... Właścicielka przy każdej rozmowie, przypomina mi jak bardzo jest szczęśliwa, że tu zamieszkaliśmy. Tyle w tym emocji, takie to włoskie, tu nie było śladu bezdusznej transakcji.  
Odkrywam uroki życia w domu, tyle radości daje mi każda posadzona w ogródku cebulka, sprzątanie tarasu, otworzenie drzwi na oścież, by do środka wpadło słońce. I choć obecny dom ma zaledwie namiastkę ogródka w porównaniu do niezmierzonych połaci Casaluccio, to wiem, że będzie to za chwilę najbardziej dopieszczona "namiastka" w okolicy.
Znów kładę w progu na schodach poduszkę, biorę notes i książkę, znów jestem w swoim świecie. Z mostu macha do mnie Tomek, który idzie sam do parku. Chłopcy też odzyskali wolność...

"Tu jest mój dom" ... zadziwiające, ale kiedy wpisać taką frazę w google, mój blog wyskakuje jako drugi link, zaraz po przeboju z "jutuba". Tu jest mój dom... bez cienia wątpliwości...

słówko na dziś to GIARDINO - OGRÓD

8 komentarzy:

  1. Ty to potrafisz mnie wzruszać jak nikt inny po moich dzieciach. Cudownego weekendu! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy swoje szczęście interpretuje inaczej :) Dla mnie mój DOM, to moja wiara w dobro. Mój DOM to NADZIEJA, która jest częścią tego co jeszcze zło innego człowieka we mnie nie zabiło. Niesamowite :) rożne interpretacje dążące do tego samego :)

    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech własny ogród to marzenie mojej rodziny również. Kończą mi się ferie, a tak się przyzwyczaiłam zaraz po śniadaniu zajrzeć do Pani :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, że tak się dobrze czujesz. Oj niech Ci się spełnią "kamienne" marzenia.
    My wprawdzie w Polsce, i wprawdzie tylko prawie na swoim, ale już marzę, gdy na wiosnę wyrwę się do ogrodu, który z każdym rokiem staje się bardziej nasz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Cię czytać i oglądać Twoje zdjęcia! Ale dla porządku sprostuję: wrzuciłam w google rzeczoną frazę i na pierwszej stronie nie wyskoczył ten blog...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mój komputer oszalał:) U mnie wyskakuje jako pierwszy link obecnie:)

      Usuń

Drukuj