sobota, 1 lutego 2014

Karnawałowe słodkości.


 
W karnawale nie może zabraknąć słodyczy. Italia ma swoje przysmaki, które jada się tylko w tym okresie. Niektóre z nich mają swoje polskie odpowiedniki - bomboloni (pączki) czy chiacchiere (faworki).  O ile jednak w Polsce słodkościowe obżarstwo kumuluje się w okolicach tłustego czwartku i ostatek, to Włosi dogadzają sobie przez cały czas karnawału.
Pączki włoskie nie mogą się równać z polskimi, co podkreślam na każdym kroku. Pączki mojej Cioci są absolutnie najlepsze na świecie! Przy nich włoskie bomboloni zdają się być nadmuchanymi "donutsami".  Faworki mojej Mamy też są nie do pobicia, ale tu akurat nie ma aż takiej rozbieżności między włoskimi odpowiednikami, które w zależności od regionu różnie się będą nazywać. W Toskanii chiacchiere to cenci.
Ale mają też Włosi inne słodkości w Polsce nieznane - na przykład smażone tortelli z nadzieniem kremowym, czekoladowym czy orzechowym. To jeden z moich ulubionych przysmaków. Są też słynne castagnole di carnevale - przysmak Romanii, które tak jak i inne przysmaki, znane są w całych Włoszech, mogą się jedynie różnić nazwą albo minimalnie składnikami. I te postanowiłam zrobić w czwartkowe deszczowe popołudnie.


 














Nie byłam zadowolona z efektu - wyglądały pięknie, ale okazało się, że to zupełnie nie mój smak, zbyt suche i zbyt cytrynowe. Ciężko było mi ocenić czy przynajmniej przypominają te oryginalne, bo nigdy ich nie jadłam. W każdym razie kiedy chłopcy wrócili ze szkoły rzucili się na górę kasztanków i najeść się nie mogli! Paweł też natychmiast wyciągnął mleko z lodówki i podjadał bez opamiętania. Potem przyszedł Mario, spróbował i powiedział:
 - O! smakują jak te słodkości z mojego dzieciństwa. 
- Serio? - nie dowierzałam. - Nigdy nie jadłam castagnoli, więc nawet nie wiem jaki efekt powinnam osiągnąć. 
- Dokładnie taki! 
Całe szczęście! Przynajmniej efekt zamierzony został osiągnięty. Panowie zachwyceni, zajadali kulki z apetytem, mi wystarczyła satysfakcja i  dobra zabawa przy ich robieniu. O gustach się nie dyskutuje! Z racji tego, że sama ze smaku nie byłam zadowolona, miałam nawet ich nie pokazywać, ale skoro wyszły takie jak być powinny, to choć w ramach poznawania kuchni włoskiej przedstawiam Wam castagnole del carnevale:


Przepis podaję gdyby ktoś chciał spróbować:
200 g mąki
 40 g miękkiego masła
50 g cukru
aromat waniliowy
szczypta soli
2 jajka
łyżka likieru anyżkowego (tak jest w oryginale, ale my nie lubimy, więc dodałam winiaku:)
skórka starta z połowy cytryny
8 g proszku do pieczenia

do posypania cukier puder i olej do smażenia.

Mąkę przesiewamy do miseczki, dodajemy pozostałe składniki i i zagniatamy. Jak już ciasto się połączy przechodzimy na stolnicę i wyrabiamy aż będzie jednolite. Potem robimy wężyk  i kroimy tak jak kopytka. Każdy kawałeczek formujemy w rękach na kształt kuleczki wielkości orzecha włoskiego. Smażymy w głębokim tłuszczu ale nie na mocnym ogniu, mają się usmażyć w środku a nie spalić (moje są ciut za bardzo usmażone). Można naciąć je przed smażeniem tak jak kajzerkę. Nic skomplikowanego:)


CARNEVALE to oczywiście KARNAWAŁ

Wciąż trwa głosowanie w konkursie Blog Roku 2013. Głosować można do 6 lutego. Jeśli chcecie oddać głos na Dom z kamienia należy wysłać sms o treści A00062 na nr 7122 (koszt 1,23 brutto)

1 komentarz:

  1. smacznie to wygląda :) Dziękuję Kasiu za te smaki :)

    przepis skopiowałam i wcisnęłam w moje kulinarne zbiory

    przytulam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj