poniedziałek, 17 lutego 2014

Kili wrócił "do domu"!


No może nie dokładnie tak, ale jak to brzmi!!! 
Historię naszych gęsi pewnie większość pamięta. Tu wyjaśnienie, gdyby ktoś zaglądał od niedawna i nie wiedział o czym mowa. 
Od tamtego wrześniowego dnia wiele się zmieniło. Kili po trudnych początkach, ukrywaniu się pod mostem, trzymaniu na uboczu i nieudanych próbach znalezienia nowych przyjaciół, w końcu zadomowił się wśród stada szarych gęsi na niedalekim odcinku rzeki. Widywaliśmy go często - śpiącego na brzegu, pływającego, a kilka razy nawet w locie, kiedy przewodniczył stadu. Bardzo szybko o nas zapomniał i już po kilku dniach samodzielnego życia przestał reagować na nasze zawołania. Było nam trochę przykro, ale najważniejsze, że odnalazł się w nowym miejscu, wśród nowych towarzyszy.



Myśliwi, którzy w listopadzie ruszyli w góry na polowanie, rozwiązali też zagadkę zaginięcia drugiej gęsi. Niestety potwierdził się pierwszy scenariusz, że jakiś drapieżnik porwał ją i "rozparcelował" daleko od domu. Swoją drogą imponujący dystans pokonało to coś wlokąc w zębach gęś i nie gubiąc po drodze żadnego pióra.


W sobotni poranek kiedy stałam nad kuchnią i smażyłam naleśniki, usłyszałam za oknem gęganie. Pod nasz dom przypłynął Kili wraz ze swoją kompanią, natychmiast wyciągnęliśmy stary chleb, który trzymamy zawsze dla kaczek i nakarmiliśmy naszego "syna marnotrawnego". Pomyślicie, że to taka bzdura, takie nic, ale nawet dla mnie ignoranta w kwestii zwierząt, to był bardzo wzruszający moment.  

OCA - to znaczy GĘŚ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj