czwartek, 13 lutego 2014

Semestralne świadectwa!


Dziećmi się dawno nie chwaliłam i dziś będę, bo i okazja ku temu szczególna!
Wczoraj odebrałam w szkole oceny semestralne. Ha! Zdjęć ocen umieszczać nie będę, musicie uwierzyć mi na słowo. Nie mogę ich aż tak odzierać z prywatności. 
Panie nauczycielki od razu zastrzegły, żeby ocenami się nie sugerować, bo ...
Po pierwsze chłopcy zostali ocenieni tak jak i pozostałe dzieci, bez żadnej taryfy ulgowej. Tomka nauczycielka przyznała też, że na semestr raczej oceny zaniża, niż podciąga, żeby dzieci w ciągu roku nie osiadły na laurach i na 10 z włoskiego czy matematyki, to trzeba być geniuszem żeby zasłużyć. Moja pani od historii w liceum też kiedyś tak mówiła:)
Po drugie, ocena semestralna, to ocena za całe półrocze. Gdyby się opierać na dwóch ostatnich miesiącach, byłaby wyższa. Wiadomo, że dzieci we wrześniu po włosku nie mówiły zbyt wiele. 
Tak czy inaczej jestem dumna, bo rzuceni na głęboką wodę - osiągnęli średnią ponad 8 - polska 4! To ogromny sukces!

Oprócz ocen usłyszałam całą litanię pochwał i znów paradowałam dumna jak paw - no bo jak tu się nie puszyć, kiedy Pani mówi, że jeszcze nie mieli dzieci obcokrajowców, które w tak krótkim czasie z poziomu - umówmy się "prawie zero" - zrobiły taki skok. Nauczycielka Tomka w końcu "oderwała" go od "dziecka przewodnika", które było mu pomocą. Stwierdziła, że jeśli rzuca na stołówce dowcipami jak z rękawa, jakby włoski był jego "lingua madre", to chyba mu już tłumacz niepotrzebny. Pierwszy test z matematyki pisał więc zdany tylko na siebie - skończył jako pierwszy. Pani nie dowierzała! Zapytała z niepokojem - czy na pewno wszystko zrobił, bo żadne z włoskich dzieci jeszcze nie skończyło. Okazało się - że w istocie Tomek uporał się ekspresowo z zadaniami i co ważniejsze zrobił je bezbłędnie!

Nadzwyczajne sukcesy matematyczne ma na koncie również Mikołaj, jego nauczycielka z przejęciem opowiadała jak genialnie poradził sobie z wyjątkowo trudnym zadaniem, za co został nagrodzony 10 z czterema plusami. A przypominam, że na początku roku musiał zmierzyć się z różnicą programową. Podkreślałam już wiele razy, że tu matematyczny program jest dużo bardziej zaawansowany niż w Polsce. 

Oczywiście były też ogólne pochwały, że tacy mili, grzeczni, lubiani przez wszystkich, że tyle czytają, że tak pięknie już mówią po włosku.. i ach i och! 
I nareszcie udało nam się przekonać Mikołaja do klubu piłkarskiego. Na początku szkoły nie czuł się pewnie i porzucił jedną ze swoich największych pasji. Jeśli sam zdecydował, że chce zasilić szeregi maradyjskiej drużyny, to ewidentnie oznacza to, że już czuje się jak w domu ... 



Ważniejsze niż oceny, średnie i temu podobne, jest jednak to, że dzieci do szkoły biegną jak na skrzydłach! Ich szczęście jest dla mnie czymś najpiękniejszym, co mogę dostać od życia...

ESSERE FIERO - BYĆ DUMNYM, SZCZYCIĆ SIĘ


7 komentarzy:

  1. Gratuluję Kasiu tak cudownych dzieciaków! To przede wszystkim Wasza zasługa! Jeszcze raz gratuluję! Chłopcy mają piękny uśmiech:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Kasiu, gratulacje szczere dla Was:)))))
    Wczoraj trafiłam na Twojego bloga po komentarzu napisanym przez Twojego męża na innym blogu i...całe popołudnie nie mogłam oderwać się od czytania. Piszesz cudownie na pewno będę tu codziennie zaglądać. pozdrawiam serdecznie z Gdyni.
    Viola

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję! Wielkie brawa :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję w imieniu chłopców!!

    OdpowiedzUsuń
  5. gratulacje :) uśmiechy na medal

    OdpowiedzUsuń

Drukuj