wtorek, 18 lutego 2014

Anonimowość

 
Anonimowość.
Tu nie istnieje. Każdy jest czyimś wujkiem, mężem, córką, bratową. Wszyscy się tu znają i wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Kiedyś pewnie by mi to przeszkadzało, teraz daje mi poczucie przynależności do miejsca, a nawet poczucie bezpieczeństwa. 

Pewnego dnia idziemy na spacer po miasteczku, przystajemy przy kolorowym straganie z kwiatami. Przyglądam się rzędowi doniczek z ziołami, niezdecydowana, a wtedy wychodzi sprzedawczyni i nas zagaduje:
- Proszę pytać, jeśli mogę w czymś pomóc.
- Dziękuję.
Po chwili:
- Jesteście rodzicami Nicoli?
- Taaak. - odpowiadam pytająco.
- A ja jestem babcią Leonardo. 
- Oooo. Miło nam!
- Leonardo ciągle mówi o swoim nowym koledze. Pewnej niedzieli zaprosiłam go do siebie, a on mi odpowiedział - "nonna nie mam czasu, idę do Nicoli".
- Tak, rzeczywiście, był u nas.
Wybieram dorodną roślinkę oregano i wchodzimy do środka sklepu, żeby zapłacić. Za kasą stoi starsza pani.
- Mamo, wiesz kim są ci państwo? To rodzice Nicoli, przyjaciela Leonardo.
Witamy się ze starszą panią, która uśmiecha się do nas serdecznie. 




 
Tu oczywiście padają klasyczne pytania - jak się czujemy w Marradi, jak nam się mieszka ecc...
- Mamo, a wiesz gdzie mieszkają? W domu Stefanii!
- Naprawdę? To taki piękny dom ... A wiecie państwo kim ja jestem? - zagaduje nas staruszka.
- ? 
- Jestem siostrą mamy Stefanii, czyli Stefanii ciocią. 
- Naprawdę?
- Oj, to małe miasteczko - wtrąca się z uśmiechem babcia Leonardo. Tu się wszyscy znają. 
Płacimy i wychodzimy, a za plecami kobiety wymieniają miłe uwagi na nasz temat.  




I tak tu jest... związki, układy, koligacje. Nic się nie ukryje. A my? Wciąż wzbudzamy emocje, pozytywne emocje, ciekawość ludzi jeszcze nie wygasła.
Miasteczek podobnych do Marradi są we Włoszech setki, ale to ludzie sprawili, że przylgnęłam do tego miejsca całym sercem ...

 Słówko na dziś: APPARTENERE czyli NALEŻEĆ.      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj