piątek, 15 listopada 2013

Żółty obrus

Żółty obrus...
Żółty obrus na rozkładanej ławie, klasyk peerelu. Dookoła zbieranina krzesełek, pufków i taborecików. Na obrusie, białe talerzyki, z zielono złotą obwódką albo moje ulubione - malutkie z cyrkowymi zwierzakami. Na środku ptyś, obok w małych miseczkach marynowane grzybki, nóżki w galarecie, sałatka jarzynowa i jajka w majonezie posypane szczypiorkiem. Lata 80-te, żyjemy skromnie, jak wszyscy. Ale kiedy są czyjeś imieniny nikogo nie trzeba zapraszać. Stawiają się niezawodnie z goździkami i gerberami. Jest wesoło, choć tak naprawdę nikt nie ma powodu do śmiechu. My dzieci ganiamy się po ciasnym mieszkaniu, przeciskamy się pod stołem między nogami dorosłych. Niezapomniany czas. 
Ale w moim domu nie tylko w czasie imienin goście zbierali się przy stole. Dom był otwarty każdego dnia. Pamiętam jak pytaliśmy mamę - Kto będzie dzisiaj u nas na kolacji? Byliśmy przyzwyczajeni, że ciągle ktoś nas odwiedzał. Nie wiem jak Mama to robiła, stół był zawsze zastawiony! Życie miało intensywniejszy smak, bo ludzie żyli ze sobą, nie tak jak teraz - obok siebie. 


Żółty obrus ...
Teraz już nieco wyblakły leży na białym stole w mojej toskańskiej kuchni. Na nim rarytasy - prosciutto, parmigiano, karczochy, wino, połowy tych rzeczy moi Rodzice w tamtych czasach nawet nie znali. To co wtedy wydawać się mogło arystokratycznym przysmakiem, tu jest czymś normalnym. Czasy się zmieniły.
Kiedy Mama prasowała obrus po październikowych imieninach na pewno nie przypuszczała, że za 30 lat pojedzie z jej córką do Włoch i będzie przypominał o niezwykłych chwilach dzieciństwa...  

OBRUS to po włosku TOVAGLIA

1 komentarz:

  1. Kasiu, czytając tę historię łza zakręciła mi się w oku...Przywróciłaś mi wspomnienia....Pięknie to opisałaś...Dokładnie tak było...dokładnie też tak było u mnie...Było ciężko, ale było inaczej....było radośniej..." Żółty obrus" to mój ulubiony wpis! Powinnaś z nim wystartować w jakimś konkursie:)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj