środa, 27 listopada 2013

Znów zimno, znów góry i takie tam...


Mam wrażenie, że o naszych problemach z gazem wiedzą już nawet na Kamczatce. Z kimkolwiek rozmawiam czy tu czy w Polsce, pytanie o gaz pada zaraz po klasycznym "jak się macie?" Cyrk na kółkach... jednak coraz mniej śmieszny, bo zimno zrobiło się na serio. Kiedy o 8 rano termometr przed barem pokazał -4 stopnie, stwierdziliśmy, że chyba czas się poddać i przenieść na górę. Przy takiej temperaturze, nawet kominek na niewiele się zdaje. Rozmów z operatorami przytaczać już nie będę, każdy żart bawi tylko raz. 


Kiedy szykuję obiad, obserwuję jak za oknem zaczyna padać śnieg. Nie do wiary!!! To jest dopiero żart chyba jakiś! Już widzę radość dzieciaków w szkole, jak z nosami przyklejonymi do szyby krzyczą - NEVICA! Aż mnie telepie od samego patrzenia, nawet nie chce mi się tego fotografować.

 


Po rozgrzewającym obiedzie ubieramy się jak na Syberię (tak, tak to wciąż ten blog o Toskanii;) i jedziemy znów na poszukiwanie materiałów do adwentowego kalendarza. Miejsce to samo co wczoraj. Wybaczcie! Znów powtórzę się ze zdjęciami, ale krajobraz jest tak piękny, że zwyczajnie muszę go pokazać:) Na dłuższą chwilę zapominam o całym gazowym zamieszaniu. Zapominam nawet o tym, że mi zimno...

Ale przecież nie dla widoków tu przyjechaliśmy, a w konkretnym celu. Jest więc i gałąź! Doskonała, pokręcona, raz i drugi ciach siekierą i badyl ląduje na ramieniu Pawła. Jeszcze kilka zdjęć, niezliczoność ochów i achów, a potem siup do samochodu. Matko jaki ziąb!



RAMO to po włosku GAŁĄŹ


3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. To tylko gałąź, na której będą zawieszone 24 niespodzianki:) Ale taka interpretacja też mi się podoba:) Teraz badyl nabrał głębszego sensu:)

      Usuń
  2. no masz rację dzieci mają radochę z zimy a widoki cudne można patrzeć godzinami

    OdpowiedzUsuń

Drukuj