niedziela, 17 listopada 2013

Handel obwoźny


Tydzień temu ktoś zadzwonił do drzwi, Paweł wyszedł zobaczyć kto to, bo twarze nowe, nieznane. Za chwilę wraca i mówi: - Chłopaki z Sardynii ser sprzedają. Chcemy?
- Zapytaj jaki i za ile, a w ogóle niech dadzą ci spróbować. - zarządziłam.
Okazało się, że Sardyńczycy skupowali produkty od chłopów i pasterzy, a potem krążyli po całych Włoszech sprzedając sery i wędliny, najprzedniejszego gatunku.
To tutaj bardzo popularna forma handlu. Już kiedyś opowiadałam jak kupiliśmy oliwę, a teraz od Sardyńczyków nabyliśmy słuszny kawał pysznego pecorino.
Każdej niedzieli przed barem, na wprost naszego domu ustawia się samochód z warzywami i owocami. Ceny są nieporównywalnie niższe niż w sklepie czy w markecie, niższe nawet niż w Polsce. Wysłałam Pawła po bakłażana, natkę i kilka mandarynek. Wrócił z pełną skrzynką:



Jak wszyscy wiedzą życie we Włoszech niestety sporo kosztuje, trudno temu zaprzeczyć! Ale kiedy mieszka się na prowincji i pozna miejscowe zwyczaje, można żyć oszczędnie ciesząc podniebienie przysmakami za bezcen, które w Polsce dostępne są jedynie w delikatesach, a ich ceny są oczywiście zawrotne.

OSZCZĘDZAĆ to po włosku RISPARMIARE


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj