środa, 20 listopada 2013

Złote łąki w listopadzie

Idąc za ciosem, po wycieczce do Mulino, przyszło nam do głowy, żeby odwiedzić też inne miejsca, które do tej pory widzieliśmy tylko w letniej szacie. W niedzielne popołudnie wybór padł na jeden z moich ukochanych zakątków - "złote łąki" koło Gamberaldi. Złoto o tej porze roku i przy takiej pogodzie niestety zszarzało, jednak nawet me mgle, mżawce, z błotem pod nogami, to wciąż jedno z najbardziej urokliwych miejsc.


Drzew tu mało, polna droga wije się wśród wysokich traw. Nie wiem skąd krajobraz nasuwał mi skojarzenia z obrazami Chełmońskiego. Już nie mogę się doczekać, by te łąki zobaczyć wiosną, bzyczące trzmielami, wybuchające kolorami, zapachem odurzające...



Na środku, wśród złotych traw, w cieniu dębu stoi dom. Dom z kamienia. Żeby być precyzyjną powinnam powiedzieć rudera, która kiedyś była domem. Tak czy inaczej, posiadłość urzekła mnie od pierwszego wejrzenia. 




Kiedyś ją kupię! A co! Oczywiście najpierw muszę wygrać w superenalotto, a jak nie wygram to może okaże się, że w Ameryce mam ciocię milionerkę, a jak nie ciocia to ... no sama nie wiem, ale wierzę w to, że marzenia się spełniają, sama jestem tego żywym przykładem. Zatem każdego dnia podsycam moje mrzonki, wizualizuję. Powtarzam samej sobie, że trzeba mieć marzenia i przekonanie, że mogą się ziścić, w przeciwnym razie, życie zrobi się płaskie i wyblakłe.  

 VINCERE to znaczy WYGRAĆ
 

1 komentarz:

  1. brakuje mi takich miejsc takich przestrzeni teraz szybko cieno i na plaże się nie chodzi ech.. a łąk i pól nie mamy wszędzie daleko chociaż jak patrze na Twoje zdjęcia to mi humor przywracają i dają jakiś spokój ciszy

    OdpowiedzUsuń

Drukuj