czwartek, 7 listopada 2013

Kici kici!


„Czy kot coś ci kiedyś zrobił?” „Masz złe doświadczenia z przeszłości?”, „Ale jak można bać się kota?” „Małych kotków też się boisz?” - na te i inne pytania muszę odpowiadać ilekroć ktoś nowy dowie się o mojej kocięcej fobii.
Co na to odpowiadam? - Nie, nie mam jakiś szczególnych traumatycznych przeżyć, może poza tym, że wychowałam się w starej kamienicy na warszawskiej Pradze, gdzie zimą koty podwórkowe w poszukiwaniu ciepła chowały się na klatce, a że nie było na niej zwykle światła i chodziło się po omacku, to koty uciekające między nogami przyprawiały o dreszcze, nie robiło to na pewno miłego wrażenia. Brrrr....


Niechęć do tych futrzaków pozostała i zmieniła się w strach połączony z odrazą. Nikt nie dziwi się, jeśli ktoś tak reaguje na węże, żaby, pająki czy myszy, ale strach przed kotem wzbudza zawsze sensację.
Sąsiedzi Mario - Massimo i Cristina - mają kota, śliczny jak twierdzi ogół. Kiedy drzwi do domu Mario zostawi się otwarte, kociak wchodzi bez zaproszenia. A jeśli w międzyczasie ktoś te drzwi zamknie, kot zostaje „uwięziony” w domu. Tak stało się jakiś czas temu. Siedzieliśmy przy stole, jedliśmy kolację i co??? Nagle widzę jak w przedpokoju wolnym kroczkiem spaceruje sobie kot! Niewiele myśląc wskoczyłam na stół i tkwiłam z duszą na ramieniu między sałatą a bisteccą, zanim intruz nie został usunięty z domu.


Innym razem przejechaliśmy się na spacer w góry, zatrzymaliśmy się w dziczy przy opuszczonym kościele. A tam co??? No rzesz!!! KOT!! Widać spragniony towarzystwa, bo szedł za nami krok w krok, a że Mikołaj tarmosił go i głaskał, kot nie chciał się odczepić. Z tego powodu większość spaceru spędziłam w samochodzie albo na plecach Pawła.
Słówko chyba jasne - GATTO - czyli KOT.    


 

6 komentarzy:

  1. Cześć Kasiu. Śledzę Twojego bloga od paru dni. Dzięki Pawłowi oczywiście:) Chętnie tu zaglądam i czytam Twoje posty...Szczerze Ci kibicuję i trzymam kciuki za Twoje poczynania...
    Pozdrawiam całą miłą rodzinkę:) Marzena A.

    OdpowiedzUsuń
  2. oj, ja też nie cierpię kotów, a to chyba dlatego, ze jako dwuletni brzdąc goniłam kota po betonowych schodach( gonic to może ze duże słowo w takim wieku), na piętro nie dotarłam bo... uderzyłam nosem w stopień, a jako pamiątkę mam mały (na szczęście) garb, ozdobą profilu to on nie jest ;-(

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem doskonale. Boję się kotów:)

    OdpowiedzUsuń
  4. :)
    Jeszcze nie spotkałam nikogo, kto tak bardzo bałby się kotów. :)

    Zapraszam do siebie na kocioterapię. :D Mam kotkę lat 12. Bardzo nakolankowa.

    A wcześniej miałam kocura, którego można było na lewą stronę przewrócić. Mój szanowny mąż (były) twierdził, że tego kota na wolności zjadłyby myszy. :)
    Kot na wszelkie boleści i strachy. Żywa słodycz. Naprawdę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kropko przede wszystkim witaj w Kamiennym Domu, jestem zaganiana i na wszystkie komentarze nie odpowiem, więc tu Cię pozdrawiam i za każde miłe słowo dziękuję:)
      Co do Kotów… fobia jest lękiem absurdalnym i już wielu chciało mnie nawracać - że miły, że słodki, że malutki, ale mój strach to nie zwykły starch, to raczej obrzydzenie. Na myśl o kocie na kolankach dostaję gęsiej skórki. Wywołują we mnie takie same uczucia jak w innych pająki,węże, żaby czy szczury:) Każdy ma jakiegoś bzika:))

      Usuń

Drukuj