niedziela, 20 października 2013

Codzienność


Minął pierwszy miesiąc szkoły. Połowa października. Ludzie powoli przyzwyczajają się, że tu jesteśmy, choć wciąż zagadują, dopytują jak nam się żyje. A zatem jak nam się żyje? Dobrze!

 

Dzieci są radośniejsze, swobodniejsze, wtopiły się we włoski krajobraz z niesamowitą łatwością! Nie przypuszczałam, że ta rewolucja tak odmieni ich życie. Stali się bardziej niezależni, bardziej dorośli. 

 

Tomek bawił się wczoraj na pierwszej włoskiej imprezie urodzinowej. Jechał podekscytowany z prezentem pod pachą. A kiedy wrócił buzia mu się nie zamykała, był tak uradowany i wybawiony jak chyba nigdy przedtem! We wtorek dla odmiany na urodziny idzie Mikołaj. Dzieci przyjęły ich do swojego grona i "zabiegają o ich względy". 

Ponieważ przez większość dnia przebywają wśród rówieśników ich postępy w mówieniu galopują! Zwłaszcza Tomek zaskakuje, Mikołaj jest trochę bardziej nieśmiały.



 

 Żyjemy skromniej, ale pełniej, intensywniej i na pewno spokojniej. Dostrzegamy piękno w zwykłych rzeczach, jeszcze wyraźniej niż przedtem. Oczarowuje wszystko... kolor liści na drzewach, widok kasztanów, wzgórza me mgle, uśmiech dzieci, wszystko ...


Ja wciąż walczę ze słynną włoską biurokracją. Umowa najmu, którą miałam podpisać ponad trzy tygodnie temu utknęła gdzieś w biurze, a co za tym idzie utknęły też wszystkie formalności. Jesteśmy zmęczeni, bo trochę tu, trochę tam, jak Cyganie. Rzeczy rozrzucone mamy na trzy domy, za chwilę na cztery, bo część jeszcze w Warszawie, część w Lutirano, a reszta u Mario. Dzieci po szkole pytają zawsze - gdzie dzisiaj śpimy??? Już byśmy chcieli rozpakować się w jednym miejscu, oswoić nowy dom, dopieścić go. Na szczęście "już" we wtorek odbieram klucze do nowego lokum i w końcu odetchniemy, choć pracy na początku będzie niemało. Dobrze, że rąk do pomocy nam nie brakuje!! 


Dziś niedziela, czyli trzecia sagra kasztanowa, mgła za oknem nie napawa optymizmem, a jak na złość właśnie dziś wyjątkowo zależy mi na dobrej pogodzie. Za kilka godzin spotkam się z przyjaciółką, nie widziałyśmy się prawie pół roku, już nie mogę się doczekać:)


Zdjęcia do dzisiejszego artykułu to taki wycinek z codziennego życia. CODZIENNY to po włosku QUOTIDIANO.

1 komentarz:

  1. fajnie że dzieciaki tak się zaaklimatyzowały jak zwykle zdjęcia cudowne... ech chce się aż tam być wiem trudna jest ta biurokracja a życie na dwa domy ( u Ciebie prawie na 4 ) wymaga naprawdę wiele trudu... alejuż niedlugo będziecie na swoim i to jest najważniejsze

    OdpowiedzUsuń

Drukuj