czwartek, 24 października 2013

Zebranie rodziców w szkole

Krótki przerywnik w relacji z nowego domu, czyli moje pierwsze zebranie szkolne. Oczywiście dubeltowo, bo musiałam być na dwóch jednocześnie, zatem po trochu każdego mi umknęło. 
Na zebraniach obecne były obydwie nauczycielki (jak już mówiłam każda klasa ma przypisanych dwóch "wychowawców"). 
U Tomka mowa była o programie, o zamiarach i planach nauczycieli, o tym na co położą nacisk w tym roku. I znów powiem - no dobrze niech będzie ten poziom niższy (tak mówią wszyscy), ale przynajmniej szkoła maradyjska, bo o tej mogę się wypowiadać, ma o wiele bardziej przyjazny dziecku system nauczania. Poza tym tematy przerabiane poznają dogłębnie i widzą łańcuch innych zagadnień jakie się z tematem podstawowym łączą. 

Poza programem była też oczywiście mowa o wycieczkach. Tomek piał z radości gdy dowiedział się, że przy temacie starożytnego Egiptu czeka ich wycieczka do muzeum we Florencji.  

Były też zagadnienia typowe - o stołówce, że nauczyciele wysyłali co jakiś czas ankiety i jakość cateringu bardzo się poprawiła, o tym by zaglądać do plecaków i podpisywać na bieżąco komunikaty od nauczycieli, żeby u maluchów sprawdzać piórnik czy niczego nie brakuje ecc. 

Na koniec wybór rady rodziców - czyli nasze "trójki klasowe". Tu każda klasa ma jednego reprezentanta wśród rodziców. Zostałam poinformowana pocztą pantoflową na kogo mam głosować i poszłam do urn! Tak, tak, to nie żart. Na wybory przeznaczona była osobna sala, musiałam podpisać się na liście, wziąć kartę i z wypisanym nazwiskiem kandydata wrzucić ją do odpowiedniej urny. Takie proste! 
Zawarłam przy okazji nowe znajomości. - Ciao nazywam się Giovanna, jestem mamą Luki, ciao nazywam się (nie pamiętam imienia) jestem tatą Matteo, kojarzysz Matteo?? - Tak, tak oczywiście. - A ja jestem Caterina, mama Tommaso i Nico - przedstawiam się. - Wiemy! Wiemy! - odpowiadają ze śmiechem:) 
Tłumaczę, że jeszcze niewiele osób znam z kręgu szkolnego, nie wiem co i jak, nie znam tutejszych zwyczajów. A oni na to, że niedługo robimy klasową pizzę, że pewnie przed Bożym Narodzeniem, jak zawsze, tradycyjnie... Atmosfera rodzinna, ciepło, wesoło, jak wśród dobrych znajomych. Oczywiście zostałam też poproszona o składkę na coś w rodzaju "komitetu rodzicielskiego" dla zainteresowanych to 10 euro na dwa lata:)

Kolejna lekcja włoskiego życia za mną, a teraz wracam do szorowania nowego domu i układania klamotów:)
    
słówko na dziś to ELEZIONI czyli WYBORY:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj