poniedziałek, 28 października 2013

Ostatnia sagra kasztanowa

 
I już po sagrach kasztanowych. Ostatnia mimo, że przez wszystkich uznawana za najmniej ważną, była jeszcze bardziej oblegana niż poprzednie. Zapewne duża w tym zasługa pięknej pogody. Zrobiliśmy obowiązkową rundę po miasteczku, zatrzymując się na dłużej przy straganach znajomych, degustując tak jak zwykle kasztanowe łakocie.


Tomek spędził czas nad książkami uczy się o zigguratach. Uczy się o zupełnie nowych rzeczach i w nowym języku. Ale nie tylko on poznaje nowe rzeczy - ja uczę się razem z nim:) Dzięki temu i mój włoski rozwija się każdego dnia. Jeśli jednak w takim tempie obydwaj będą robić postępy, szybko wejdzie w życie powiedzenie - uczeń przerósł mistrza:)) Ale to dobrze! Jestem z nich naprawdę dumna. 

A dziś poniedziałek i zaczyna się od nowa - szuflady, worki, kartony, rozpakowywanie, układanie, czyszczenie. Ale już z górki, już widać metę:) Mam nadzieję, że kolejne poniedziałki będą już spokojniejsze. A PONIEDZIAŁEK to po włosku LUNEDÌ.  

2 komentarze:

  1. Mimo pracy, organizowania, załatwiania spraw... macie teraz bardzo wyjątkowe dni, wyjątkowe chwile, które będziecie wspominać już zawsze :-) Podziwiam i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy.
    A kasztanów nigdy nie jadłam chociaż już od dawna jestem ciekawa ich smaku ;-)
    My za to mieliśmy wyjątkowy weekend, który razem ze starszą córcią będziemy wspominać pewnie do końca życia, bo może już się nie powtórzyć.
    Miłego poniedziałku :-)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj