czwartek, 17 października 2013

Jedno letnie wspomnienie

Dziś krótkie letnie wspomnienie. 


Zdarzyło się kilka razy w tym roku, że gdy nie mieliśmy gdzie się podziać, jechaliśmy do Lorenzo, do Mulino. Ot tak na obiad, bo zapraszał, bo na spacer, bo tam cisza i spokój. Ale oczywiście to, że nie mieliśmy się gdzie podziać, to powód mocno naciągany;) Po prostu u Lorenzo jest zawsze bardzo miło i zaszywamy się tam tak często, jak tylko można.    



Pewnego razu było szczególnie. Kiedy Italia zalana była upałem, postanowiliśmy schronić się właśnie u Lorenzo, owiani świeżym powietrzem, bryzą górskiego potoku, tam właśnie znaleźliśmy wytchnienie. Kiedy dotarliśmy na miejsce, zastaliśmy Lorenzo przy pracy. Wprawnymi ruchami zwijał ciasto w zgrabne gwiazdki.
- Co robisz? - zapytałam.
- Il pane ferrarese! Nie znasz? 
Nie, nie znałam. Nigdy nie widziałam pieczywa z Ferrary. Wyciągnęłam natychmiast aparat by udokumentować kolejny włoski "spektakl". 


Kiedy Lorenzo uporał się z ciastem, podał nam to i owo do przekąszenia. Trochę chleba, wędlinę a na deser ciambellę własnego wypieku (słodki placek typowy dla Romanii). Sam Lorenzo wykończony upałem poszedł spać. My w tym czasie schroniliśmy się w cieniu nad rzeką doskonaląc swoje umiejętności w puszczaniu kaczek. 




Kiedy wróciliśmy il pane ferrarese właśnie wyjeżdżał z pieca. Dzieci rzuciły się jak hieny na cieple, aromatyczne zawijańce. U Lorenzo nigdy nie jest banalnie. 

A skoro już spędziliśmy tam pół dnia - pizza na kolację była naturalną konsekwencją:)) 








IL FORNO - to po włosku PIEC.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj