wtorek, 24 września 2013

Przekleństwo trzech kani


"Przekleństwo trzech kani" - tak powinnam nazwać nasze próby szukania grzybów. Mimo, że wszem i wobec mówi się, że grzybów w Toskanii jeszcze nie ma, my z uporem maniaka zapuszczamy się co dwa dni do lasu. Mario prowadzi nas w nowe miejsca, w nadziei, że może jednak ...
Jednakże zamiast prawdziwków czy ovoli znajdujemy kanie! I to zawsze trzy!



Lasy w okolicach Marradi są prawdziwym wyzwaniem. To nie to, co w Polsce - gdzie zwykle jest równiutkie podłoże, ściółka jak malowana. Tu choć pięknie, trzeba się powspinać, czasem przedzierać przez chaszcze, ale za to kiedy trafi się na dywan prawdziwków, to wynagradza wszelkie niedogodności.

Ostatnio zapuściliśmy się znów do kasztanowego gaju, czułam się jak Indiana Jones brnąc przez krzaki w nadziei, że tam gdzie ciężko dotrzeć, może jakiś porcino na mnie czeka. I nagle patrzę ... jest coś brązowego w trawie, duże okazałe ... wyciągam już rękę, już tuż tuż... a wtedy to duże i okazałe ruszać się zaczyna! Jak nie skoczę, jak nie wrzasnę! To co z daleka wydawało się być grzybem, okazało się gigantyczną ropuchą!!! 





O i tyle póki co w kwestii grzybów:) Za to wciąż mamy lato i 27 stopni na plusie, więc szalejemy na tych spacerach do zachodu słońca:) 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj