środa, 25 września 2013

Wypad do miasta

Poranek na stacji kolejowej Marradi

Ranek 24 września 2013

Kiedy byłam mała wakacje spędzałam na wsi, w miejscu zabitym dechami, zapomnianym przez świat. Wielką atrakcją było dla nas wtedy pojechanie pekaesem do miasta! Do miasta czyli do Mińska Mazowieckiego! Nawet dla mnie rodowitej warszawianki to było wydarzenie. Dziś mieszkam w małym miasteczku, ukrytym w górach i teraz też jadę do miasta. Wprawdzie nie pekaesem, a pociągiem i nie do Mińska, a do... Florencji. Zasada ta sama, radość może porównywalna do tej, którą pamiętam z dzieciństwa, zmieniła się tylko geografia...



Jadę do Florencji po raz pierwszy nie jako turystka. Jadę ot tak po drobne zakupy dla dzieci, na krótki spacer. Obok mnie Tina, która Florencję zna jak ja Grochów. To musi być dobry dzień!
  
Wieczór 24 września 2013

To był naprawdę dobry dzień! Pociąg sunął przez mosty, tunele, między zielonymi wzgórzami, przez mgłę Ronty aż w końcu wpadł w słońce Florencji! 
- Co robisz? - pyta Tina, kiedy wyciągam aparat - chyba nie masz zamiaru zgrywać turystki?? 
- Obiecuję, że będę dyskretna! - odpowiadam i obie się śmiejemy.
- Pokażę ci miejsca, których jeszcze nie widziałaś. 
A ja już zacieram ręce! Będę za chwilę w sercu Toskanii, u źródła...



Pierwsze miejsce, do którego prowadzi mnie Tina, to stara, chyba najstarszą apteka o kilkusetletniej tradycji we wnętrzu pięknym jak zabytkowy kościół, z freskami na suficie, z perfumerią i eliksirami zamkniętymi w małych buteleczkach. Jestem tak onieśmielona tym miejscem, że nawet nie myślę o wyciągnięciu aparatu z mojej przepastnej torby. 

 


Potem kilka przydatnych informacji - co i gdzie zjeść przy następnej okazji! 



Przystanek na kawę w Palazzo Strozzi. Tu dołącza do nas brat Tiny z żoną. Cieszą mnie takie chwile, urywki wyrwane z włoskiego życia, nowe osoby, nowe historie. 

 

Idziemy dalej. Poruszanie się po Florencji w tym tygodniu jest utrudnione przez jakieś mistrzostwa świata w kolarstwie, za skarby nie wiem o co chodzi, ale wydarzenie jest chyba ważne, bo do rozkładu jazdy dodają nowe kursy pociągów. 




Snujemy się wąskimi uliczkami, z każdym niemal miejscem wiąże się jakaś anegdota, słucham jak dziecko bajek z otwartą buzią i zachwycam się wszystkim dookoła. Tina żartuje sobie ze mnie i patrzy z politowaniem na aparat fotograficzny!

Poza zabytkami i wycieczką kulturową - pokazuje też miejsca "gdzie i co" mogę kupić. Aż mi się oczy świecą kiedy wchodzimy na dział "dla domu"!
- Teraz musisz mi zawiązać oczy i wyprowadzić mnie stąd jak konia z pożaru! - Mówię do niej.
- Chodź teraz zobaczysz coś naprawdę pięknego.


















Na dachu budynku jest bar z tarasem widokowym. Stąd widać dachy Florencji, a kopuła Duomo zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Widziałam już wiele razy Santa Maria del Fiore, w słońcu i deszczu, ale wciąż nie umiem koło katedry przejść obojętnie. Kiedy będziecie w stolicy Toskanii przystańcie tam na dłużej, wpatrzcie się w kolory, linie ... to prawdziwe arcydzieło! 




Zbliża się czas odjazdu mojego pociągu. Odbębniam więc zaplanowane zakupy, ale jestem tak oniemiała od nadmiaru wrażeń, że nie potrafię się skupić między sklepowymi półkami.

 

Na koniec Tina prowadzi mnie do małego lokaliku, który istniał już na początku XX wieku. Winiarnia w piwnicy, z niezauważalnym, niepozornym wejściem. Żadna Francja elegancja. Długie drewniane ławy, ludzie dosiadają się tam, gdzie wolne miejsce, jak w jadłodajni. W menu crostini toskańskie, trippa i lampredotto. Zamawiamy miks przekąsek i dzbanuszek wina. Trwaj chwilo! Jest niezwykle...



Potem kawa na dworcu, buziak, wskakuję do pociągu, Tina zostaje i jedzie do mamy. 
Wyciągam książkę, ale nawet nie potrafię skupić się na lekturze, śledzę krajobraz, który umyka za oknem... Fiesole, wzgórza Mugello. Nie umiem wyobrazić sobie piękniejszego miejsca, moja ziemia obiecana...     

4 komentarze:

  1. też bym się nie mogła skupić po takiej wycieczce cudownie masz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam Twój blog niemal każdego dnia - od Waszej decyzji. Kibicuję nieustająco.
    I nie mogę się doczekać następnych wakacji... I ja tam będę znów! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu, wzruszyłaś mnie bardzo. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie Twojego szczęścia :-) Życzę Ci z całego serca by te uczucia nigdy Cię nie opuściły. I jeszcze bardziej nie mogę się doczekać kiedy choć "przez chwilę" i tylko małą część tego będę mogła zobaczyć sama na własne oczy. I już wiem, że mi to nie wystarczy i będę musiała wracać ;-) Jeśli chodzi o aparat, to ja nawet jak nie jestem turystką noszę go zawsze przy sobie. Takie "zboczenie" nie, nie, zawodowe, ale nigdy nie wiadomo kiedy zobaczy się coś, co trzeba uwiecznić ;-) A fotografia tak jak podróże, to moja pasja.
    Trzymaj się i oby jak najwięcej takich chwil w Twoim, Waszym życiu :-)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj