poniedziałek, 23 września 2013

Uściskać Mamę w Chorwacji!


Krótka retrospekcja.
Wyjeżdżaliśmy na wakacje z myślą, że tym razem możemy nie wrócić do Polski. Ciężki to był rok. Czasem nie wiem jak nam się udało przetrwać. Ale myślę też, że wszystko jest po coś, może gdyby nie problemy, nie zdecydowalibyśmy się jeszcze, odkładalibyśmy decyzję na lepszy czas, może taki wstrząs był potrzebny...


Przed wyjazdem uprzedziłam więc najbliższych - rodzinę i przyjaciół, że możemy już tym razem zostać w Italii na stałe. Zapewniałam przy tym, że tak czy inaczej wrócimy na początku września nim zacznie się włoska szkoła, usystematyzujemy wszystko, pożegnamy się ładnie i dopiero się wyprowadzimy. 



Jednak z różnych powodów, przyjazd we wrześniu okazał się bezsensowny. Najbliżsi, teoretycznie przygotowani, przyjęli wiadomość o naszym pozostaniu z radością, ale jednak i ze smutkiem. Oczywiście, najbardziej przeżyła to moja Mama, o czym donosił mi na bieżąco mój Brat. W tych  dniach dzielił nas tylko Adriatyk, bowiem moja rodzina przebywała na chorwackich wakacjach. Wsiadaj na prom i przyjeżdżaj, to przynajmniej chwilę się zobaczymy. Mama ma łzy w oczach, od momentu gdy się dowiedziała, że zostajecie. 
Po takich słowach zaczęłam przekopywać internet w poszukiwaniu dogodnych połączeń Ancona - Split. Po szybkim rekonesansie, okazało się, że jednak tańsza i szybsza będzie podróż samochodem. 


Przyjeżdżamy! Nic nie mów Mamie. - Pisałam do Brata w ostatnich dniach sierpnia.    
To miała być niespodzianka i była rzeczywiście. Po blisko dziewięciogodzinnej podróży dotarliśmy do chorwackiego Trogiru. Podróż sentymentalna ... miejsce naszego "miodowego tygodnia". Kiedy niepodejrzewająca niczego Mama odpoczywała na plaży, ja wzięłam dzieci za ręce i ruszyłam na spacer wzdłuż morza... Pierwsza myśl, jaka przyszła jej do głowy, kiedy mnie zobaczyła - jaka podobna do mojej córki, ale to był oczywiście ułamek sekundy:)



Nic więcej nie napiszę, bo chyba każdy może wyobrazić sobie wzruszenie, które temu towarzyszyło. Mieliśmy tylko kilka godzin by nacieszyć się sobą na kolejne miesiące, chcieliśmy opowiedzieć sobie wszystko, bo przecież było o czym opowiadać... 
A potem znów wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do domu.
Kiedy się żegnaliśmy moja Bratowa tłumaczyła Synkowi - Ciocia już musi wracać, jedzie do domu, do Włoch...
Do domu... - pomyślałam i jeszcze bardziej ścisnęło mnie w gardle ze wzruszenia... Do domu...  

2 komentarze:

  1. Ja tez sie wzruszulam... wyobrazam sobie Twoja mame!
    Na szczescie Wlochy bardzo blisko PL!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale przygoda! Bardzo tu miło u Ciebie...zostaję :)
    z pozdrowieniami z wiosennego Wrocławia!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj