wtorek, 25 czerwca 2013

Aktor jednej sceny

Wczoraj Mario umieścił na facebooku stare zdjęcie, zrobione podczas jednego z naszych pikników. Bardzo je lubię, bo przypomina mi tamten dzień, który za sprawą przypadkowego spotkania pozostanie zawsze w pamięci.



Siedzieliśmy jak zawsze w cieniu nad rzeką, byliśmy już po obiedzie, na stole stały owoce i słodkości. Wtedy podjechał samochód, zatrzymał się nieopodal i wysiadła z niego starsza para. Pani bardzo uprzejma, dziarsko się przywitała i przeprosiła, że zakłócają nam spokój. Pan natomiast, starszawy, z laseczką, równie uprzejmy jak jego żona od razu zaczął dowcipkować i pajacować. Kobieta przeprosiła jeszcze raz za męża i powoli się oddaliła, jednak mężczyzna ani myślał do niej dołączać. Zachęcony uśmiechami przysiadł się do naszego stołu i zaczął z nami rozmawiać. 
Pytał się oczywiście skąd jesteśmy, co tu robimy. A na hasło, że jesteśmy Polakami - znalazł szybko kilka historii o tym, jaki to miły naród, opowiedział nam o sąsiadach Polakach i o lekarce Polce. 

Po pewnym czasie kobieta wróciła, ale zamieniła tylko kilka słów, po czym znów przeprosiła za męża i poszła na krótką drzemkę do samochodu. Mężczyzna tylko się zaśmiał, powygrażał laską, na co jego żona machnęła ręką, a my zapewnialiśmy, że naprawdę bardzo nam miło w jego towarzystwie.

Dziadek wyglądał jak z kreskówki, miał szczeciniaste wąsy, uśmiech od ucha do ucha, szelmowskie spojrzenie, a na głowie kapelusik. Siedział z nami dość długo i w tym czasie myślę, że opowiedział nam połowę swojego życia, a że opowiadał porywająco - jak na bajarza przystało - słuchaliśmy jak zaczarowani.

Niesamowite są takie momenty, nagle pojawia się ktoś znikąd, przez chwilę ubarwia nam życie a potem się żegna, odjeżdża i zostawia po sobie jedynie przemiłe wspomnienie.

NONNO to po włosku DZIADEK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj