środa, 29 maja 2013


Tęsknota nieznośna, uwiera i gniecie, tkwi upiornym łkaniem w gardle i nie daje spokoju, nie daje o sobie zapomnieć nawet na chwilę. Już nawet gotowanie nie umie jej zagłuszyć, przyćmić choć na moment. Czuję się tak jakbym na ramionach miała ołowiane pagony, ciężko się wyprostować, uśmiechnąć, iść dalej. Sinusoida mojego humoru znów opadła na sam dół, bo ... 100 km del Passatore przebiegła bez mojego kibicowania, bo Festa del Pane odbyła się bez mojego udziału, bo zaraz wyjdzie słońce i znów zaświeci nie dla mnie. Kipi we mnie złość, wymieszana ze smutkiem, podlana goryczą, złość irracjonalna. Złość - inna odmiana tęsknoty...


Dziś rozmywam się w powietrzu, dziś mnie nie ma. Dziś zbyt tęsknię by pisać o czymkolwiek. Tęsknię do schodów przed kamiennym domem, do skrzypiących drzwi starej szafy, do małej kuchni z widokiem na Gamognę, do ciężkich czerwonych pomidorów...
Ile już razy pisałam podobne posty? Ile ich jeszcze będę musiała napisać?

INSOPPORTABILE - to znaczy NIEZNOŚNY/A

2 komentarze:

  1. coraz mniej, my Darling, coraz mniej. Stawiam na ilość postów zrównaną z wiekiem chrystusowym...

    OdpowiedzUsuń
  2. no też bym tęskniła do tak cudnych miejsc....

    OdpowiedzUsuń

Drukuj