czwartek, 9 maja 2013


Czasem gdy mamy ochotę na dobrą, świeżą rybę jedziemy na stawy hodowlane. To taki dość banalny stały element naszego toskańskiego życia, bo stawy jak to stawy, niby nic szczególnego, takie jak i w Polsce, a jednak zabawa jest przednia, a kolacja potem wyborna. Mamy już swoje ulubione miejsce, zaraz za granicą Toskanii w okolicach Riolo Terme. 
Paweł i Mario, jak wszyscy wędkarze siedzą i siedzą wpatrując się w kolorowy patyk dryfujący na wodzie, a przy każdym, najmniejszym drgnięciu instynkt łowcy podrywa ich na równe nogi. 


Dzieci chwilę interesują się tym, co robi starszyzna, ale potem kończy się na męczeniu robaków, szukaniu skarbów w wędkarskiej torbie czy wrzucaniu kamyków do wody - ku ogromnej "radości" wędkarzy. 
- Mamo popatrz - mówi Tomek, po czym bierze obrzydliwego białego robaka i wkłada sobie do ust. 
- Zwariowałeś! Wypluj to natychmiast - krzyczę jak głupia. - To odrażające!
- Zrobiłabyś tak?
- Nawet nie zamierzam próbować! 

 

Dla mnie taki wypad na stawy, to zawsze chwila spokoju, chwila dla siebie samej. Koc, słońce, książka, toskański notes. Czasem gdy już dzieci ostro dają się w kość wędkarzom, wymyślam im rozrywki, by skupić ich uwagę na bardziej statycznej zabawie. Znalazłam ostatnio w telefonie naszą zabawę w skojarzenia, zarejestrowaną właśnie na stawach. Wiele o nas mówi. Tak jak zdjęcia zatrzymują krótką chwilę, tak i dźwięki nagrane, utrwalone, są niezwykłą pamiątką ...

ogródek - ogórek - Lutirano - szczęście - przyjemność - dzieci - bobas - miłość - kochanie -  rodzina - dzidzia - pielucha - kupa - muchy - flaki - Florencja - Toskania - Włochy ...

A wieczorem Paweł sprawia spigole, naciera solą, ziołami i przekłada cytrynką, tak przygotowane lądują w piekarniku. A potem ... uczta nad ucztami...!

PESCARE - to znaczy ŁOWIĆ RYBY






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj