środa, 24 kwietnia 2013



Minął rok mojego blogowania, 270 postów, ponad 20.000 wizyt, dla jednych mało, dla mnie niewyobrażalnie dużo. Ile godzin spędzonych na pisaniu, notowaniu? Tego nikt nie zliczy! Powinnam dziś otworzyć butelkę czegoś zacnego, aby ten pierwszy nieśmiały rok upubliczniania własnych przeżyć uczcić choć symbolicznie, ale dziś nastrój "taki sobie". 
Przez te dwanaście miesięcy zmieniło się wiele i niewiele zarazem, wciąż jestem nie tu, gdzie być powinnam, choć z ogromną nadzieją, że do celu już bliżej jak dalej.    

Nim odważyłam się wypuścić w świat moje pisanie (choć zdaję sobie sprawę, że blog to taka mało ambitna jego forma), minęło kilka miesięcy. Blog czekał i czekał na upublicznienie. Najpierw pojawiały się nieśmiałe wpisy, bardzo zachowawcze, przemyślane, a potem pozwoliłam się ponieść, przesuwając coraz bardziej granice prywatności, przyzwoitości i intymności. Z każdym miesiącem przybywało wiernych czytelników. 
W tym czasie miałam kilka chwil zwątpienia, ale świadomość tego, że ktoś gdzieś czeka na kolejną porcją toskańskiego słońca dodawała mi skrzydeł nawet w najtrudniejszych momentach. Chciałabym móc już powiedzieć, że to jest ten post, że od tej chwili będę już tylko tam... Ale jeszcze nie mogę, jeszcze nie dziś...

Dziś mówię Wam przede wszystkim DZIĘKUJĘ i do "zobaczenia" jutro, w kolejnym wpisie. 

To jeszcze nie koniec. To dopiero prolog. Mam nadzieję, że za chwilę ta ostatnia największa fala poniesie mnie do przodu i rzuci na właściwy ląd...



Słówko na dziś GRAZIE - DZIĘKUJĘ...
 

2 komentarze:

  1. I ja Ci dziękuję za to, że zdecydowałaś się dzielić z innymi swoją miłością, pasją, wiarą i optymizmem. Dzięki Tobie wiem, że marzenia mogą się spełnić :-) Dziękuję i życzę Ci tego, czego pragniesz najbardziej ;-)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj