czwartek, 18 kwietnia 2013


Dziś dalej bawię się w kulinarnego przewodnika. Widzę, że mówienie o kuchni skutecznie rozwiewa czarne chmury mojego humoru, więc dziś opowiem o restauracji przy wjeździe do Marradi -  IL CAMINO.
To zadziwiające, ale mimo, że to pierwszy lokal, na który zwraca się uwagę, kiedy przyjeżdża się do miasteczka, to jednak jego położenie nie zachęca by tam przysiąść. Blisko stacja, droga, raczej nie jest to ciche, ustronne miejsce. Dlatego też il Camino długo omijaliśmy szerokim łukiem.



Restaurację założył Franco. Franco to człowiek legenda. Był prawdziwym restauratorem i smakoszem, a przy tym niezwykłym oryginałem, nieco ekstrawaganckim i nieprzewidywalnym. O Franco opowiedział nam oczywiście Mario, który się z nim przyjaźnił. Mario w tamtym czasie miał blisko swój bar, często przesiadywali więc razem w restauracji Franco, przy okrągłym stole. Przy stole dla wybrańców! Wyobraźcie sobie, że bohater opowieści potrafił zrobić test przybyłemu gościowi, aby ocenić czy tenże godzien jest przy okrągłym stole zasiąść. Ale cóż tam stół! Franco dobierał sobie gości, to nie on o nich zabiegał, ale oni mieli zabiegać o przywilej zjedzenia u niego posiłku. Zdarzyło mu się odprawić gości z kwitkiem. Taki to był oryginał. 



Kuchnia w Il Camino jest wybitna, ale to ponoć za czasów Franco dania godne były królewskich stołów, Mario jeszcze dziś uśmiecha się na samo wspomnienie niektórych potraw. Kiedy o nich opowiada nie umie dobrać słów by oddać ich wyjątkowość. 
To była wielka strata kiedy Franco zabrakło, a umarł tak jak żył, szaleńczo, wariacko... Zginął na przejeździe kolejowym w Marradi, kilkadziesiąt metrów od swojej restauracji. 
Teraz lokal prowadzą jego córka Simona i zięć Mirko. Jego żona natomiast, niezwykle piękna kobieta, choć już wiekowa, wciąż gotuje racząc gości prawdziwymi rarytasami!
My do il Camino jeździmy na jagnięcinę, bo lepszej nie ma na całym świecie! Jestem tego pewna!


Gdy tylko się pojawiamy, Mirko - nim przyjmie zamówienie - biegnie do kuchni i mówi, żeby szykowano już jagnięcinę. Kiedy byliśmy tam ostatnim razem, odciągnął Mario na stronę i z przejęciem coś szeptał, chwilę się naradzali, po czym zasmuceni podeszli do naszego stolika:
- Paweł nie wiem jak ci to powiedzieć ... nie ma jagnięciny... - Mirko patrzył wyczekująco na Pawła reakcię.
- hahaha, bardzo śmieszne! - Paweł gratulował żartu!
- Ale to nie jest żart! - Mirko był skonsternowany.
- Mówicie serio? - wtrąciłam się, bo sama nie wiedziałam czy to żart czy prawda. Wyszła z kuchni Simona i mama Simony i wszyscy zapewniali, że niestety to prawda. Jagnięciny tego dnia zabrakło! Co się biedny Mirko naprzepraszał, natłumaczył!


Oczywiście kolacja była równie udana jak zawsze. Na przystawkę zamówiliśmy miks crostini z wątróbką, ze szparagami i z grzybami, dzieci jadły tagliatelle al ragu, pyszne domowe, my castrato zamiast jagnięciny, a Mario polędwicę. Kolację podsumowaliśmy wybitnym kremem mascarpone, który doprowadza podniebienie do ekstazy!



Ilekroć jestem w Il Camino, cieszę się, że znam język włoski, bo kiedy Mirko prezentuje menu, kiedy opowiada o daniach - robi to z taką pasją i przejęciem jakby był aktorem na teatralnej scenie. To prawdziwe widowisko i muzyka dla uszu!



Nie jestem osobą, na której sława i renoma robią jakiekolwiek wrażenie, ale muszę jednak zaznaczyć, że Il Camino to jedyna restauracja w okolicy, która ujęta jest w przewodnikach Michelina. To mówi samo za siebie!

Słówko na dziś nie może być inne - AGNELLO - JAGNIĘCINA:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj