czwartek, 21 marca 2013


Skype, marcowe popołudnie, 2013...

- Żółte kwiatki przebijają mi w ogródku!
- Kwiatki? Co to są kwiatki? - warczę niemiło.
- Zaraz ci pokażę - Mario znika na moment po czym wraca z dorodnym, kanarkowo - żółtym żonkilem.
- ten kwiatek po polsku nazywa się żonkil - burczę dalej.
- Jak??? - tu Mario nieudolnie walczy z polską wymową. - A u was jaka pogoda? - pyta po chwili.
- A możemy zmienić temat? - czuję jak narasta we mnie frustracja, jakby to była wina Mario, że u nas zima i kwiatków się nie uświadczy, chyba że w kwiaciarni.
- Aż tak źle? Widziałem prognozy, jakiś kiepski front nad wami wisi.
- U nas nie ma nawet cienia koloru, kwiatka, powiewu wiosny, nic!! Chłopcy się mnie dziś zapytali czy w tym roku będzie lato! Czuję się jakbym mieszkała na Biegunie Północnym. - Jeszcze takiego marca to chyba nie było... Zima... głęboka zima...
- U nas też chłodno, jutro ma padać ...
- Co to znaczy chłodno? - przerywam brutalnie.
- Dziś jakieś 15 stopni!
- ..... - aż mnie skręca!
- Ale pod koniec tygodnia mówią, że zacznie się prawdziwa wiosna, wszystko eksploduje, wystarczy kilka promieni słońca i wiosna wybuchnie kolorami, zapachami, śpiewem ptaków. Już kwitną niektóre drzewa owocowe i kwiatki w ogródkach.

Teraz już całkiem chce mi się płakać... Zachowuję się jak idiotka, jestem zazdrosna o każdy promień słońca, jakim prawem tam przychodzi wiosna, skoro mnie nie ma, zgłupiałam:(



Jak to było? Po nocy przychodzi dzień? A po burzy spokój? Parafrazując więc, powiem: a po zimie przychodzi wiosna...
PRIMVERA - tak brzmi WIOSNA po włosku, od dziś wątpliwie nam panująca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj